Wiara

Umiłowałam Eucharystię VI

Tyle się wydarzyło od momentu, kiedy się obudziłam 🙂 Jest to o wiele ciekawsze niż spanie, długie spanie do 10, czy do 11 🙂 Uśmiecham się słodko do mieszkańców Nieba.
Zjadłam owsiankę z jogurtem, zupę błyskawiczną, brzoskwinię i batonik kokosowy. Teraz piję kawę z mlekiem, no i herbatkę. 10:32 – Pozmywam naczynia Tatku!

Dotarłam mój Boże dziś na Eucharystię i dziękuję Ci z serca, że mnie doprowadziłeś przed Twe ołtarze. Co zapamiętałam? Zapamiętałam, że Herodiada stała się powodem śmierci Jana Chrzciciela, a dopomogła jej w tym własna jej córka. W tym fragmencie w ogóle nie jest wspomniane imię owej dziewczyny… może to nieistotne? Ja na miejscu córki Herodiady nie umiałabym tak zatańczyć, nie umiałabym poprosić o śmierć dla drugiego człowieka.

Jest jeszcze druga sprawa. W głowie po dzisiejszej Mszy Świętej pozostało mi również kilka fragmentów modlitwy. Teraz w domu już przy pomocy książki, spisuję je wyraźnie. „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Amen.” Z tego, co pamiętam to jest modlitwa Małej Świętej Tereski z Lisieux. Często wyobrażam sobie przy tej modlitwie, że najpierw przenikam PRZEZ Chrystusa, później trzymam Jezusa ZA rękę. A na słowa „i w Chrystusie” przenikam przez ciało i duszę do wnętrza Chrystusa i zanurzam się w Nim. Później przypominam sobie, że Bóg Ojciec jest wszechmogący i razem w łączności, i w jedności z Duchem Świętym to Bogu oddaję wszelką CZEŚĆ i CHWAŁĘ na zawsze. Amen.
Dusza jest centrum życia każdego człowieka. Żyć można w pełni tylko z duszą… duszą poddaną swemu Trójjedynemu Bogu!!!

Przez Chrystusa,
z Chrystusem i w Chrystusie,
Tobie Boże, Ojcze wszechmogący,
w jedności Ducha Świętego,
wszelka cześć i chwała,
przez wszystkie wieki wieków. Amen

Opowiem jeszcze Tobie – Jezu o mojej pracy w szpitalu. Wstawałam rano około godziny piątej. Jechałam najpierw tramwajem, później autobusem. Pracę rozpoczynałam o godzinie siódmej. Przebierałam się w szatni w biały fartuch… ale pielęgniarką ani lekarką nie jestem. Przechodzę korytarzem do oddziału dziecięcego i rozpoczynam pracę od wyciągania śmieci ze śmietników i wkładania nowych worków foliowych do koszy. Później jest czas na rozwożenie śniadań dla małych pacjentów. Zazwyczaj jest to kubek herbatki i kilka kanapek… Z Panią Basią odnajdujemy też chwilę abyśmy same zjadły też coś na śniadanko. Następnie przygotowuję sobie wózek do prac porządkowych. Zabieram czyste mopy do niebieskiego wiaderka nalewam płyn do sprzątania sal szpitalnych, a do czerwonego wiaderka wrzucam różową ścierkę i nalewam płyn czyszczący do łazienek.

Odważnie wyjeżdżam z tak przygotowanym wózkiem do sprzątania pomieszczenia, takiej kuchenki dla rodziców, później ścieram kurze z lamp i z parapetów. Wiem, że najtrudniejsze jeszcze przede mną! Sprzątam mimo kręcących się wkoło lekarzy na obchodzie. Sprzątanie sal przerywa mi również pora obiadowa i razem z Panią Salową Basią rozdajemy Maluchom pyszny obiadek. Po obiedzie jest jazda bez trzymanki. To właśnie po obiedzie dowiadujemy się, którzy mali pacjenci wychodzą już do domu. Spisuję te pokoje na kartce i chowam ją do kieszeni fartucha.

-Ile masz sal do sprzątania? – pyta się mnie Pani Basia.
-Cztery. – odpowiadam i dodaję – chyba dziś będę pracowała do godziny dwudziestej pierwszej…
-Basiu? – pytam – Pójdziesz do pralni po czyste mopy? Ja nie dam dziś rady…
-Dobrze. – odpowiada Pani Basia, która jest Mistrzynią Porządków.

Teraz wiele zależy od dobrej organizacji. Wchodzę do pierwszego pokoju, wynoszę nocnik i śmieci. Zmieniam pościel na czystą, ścieram kurze, ogarniam łazienkę i umywalkę i toaletę. Myję podłogę. Minęło jakieś dwadzieścia minut. Kontroluję czas, i myślę sobie „Jeszcze jest ok”.

Z drugim pokojem to wychodzi mi trochę wolniej. Na trzecim pokoju mam zawieszki, choroba daje mi się we znaki. Rodzice do czwartej sali czekają na korytarzu. Podchodzę do nich i mówię:
-Przepraszam i proszę o cierpliwość. Sprzątnę tę salę dla Państwa tak szybko jak tylko potrafię.
-Dobrze. – odpowiadają na siłę rodzice. Ja odchodzę w pośpiechu i uwijam się już około czwartej sali w dniu dzisiejszym.

Zbliża się też pora przywiezienia kolacji. Głodne dzieciaki czekają. Robię co w mojej mocy…

Wychodzę Jezu zmordowana o godzinie dwudziestej pierwszej… Tak, to był trudny dzień. „Jezu, Ty się zajmij nami i naszymi potrzebami!”

Dzwoniłam do Męża. Odholuje mnie z pętli do domu. Jestem wykończona! Trzeba nazbierać sił na jutro… Jezu, ufam Tobie! Wiedz mój Boże, że myśli o Tobie pomagają mi bardzo w skrajnych sytuacjach wycieńczenia, czy sytuacjach nawału pracy! Po dwóch dniach tak morderczej pracy mam kolejne dwa dni wolne, później znów robota… i tak na przemian… dwa dni w szpitalu, dwa dni w domu:)

Pewnego razu pracują jako salowa w szpitalu spotkałam dwie koleżanki – lekarki, z którymi miałam przyjemność przyjaźnić się w duszpasterstwie akademickim.
-Cześć Haniu. Czy Ty może mnie pamiętasz? Pamiętasz, jestem Weronika. – przedstawiam się skwapliwie.
-Tak, pamiętam – odpowiada szczuplutka Hania – A co Ty tu robisz?
-Sprzątam. Jestem salową.  – mówię odważnie, bo taka jest prawda.
-Ja mam teraz nockę, cały długi dyżur… A pamiętasz nasze wyprawy w góry? – pyta się Hania.
-Tak. To były cudowne czasy. – wspominam.
-A wiesz, że tutaj pracuje jeszcze Aśka, jest na trzecim piętrze.
-Dobrze Haniu, ja już uciekam z tym nocnikiem, sprzątanie czeka! Wszystkiego dobrego Haniu!! – i żegnam się z uśmiechem z moją koleżanką i tylko cichutko i spokojnie się zastanawiam: „Jak ja do cholewki tutaj wylądowałam?”
Sprzątaczką byłam prawie cały rok, bo od września aż do czerwca następnego roku.

Od własnych Rodziców uczyłam się pracowitości. Czy uczę w szkole, czy sprzątam w restauracji, czy w szpitalu staram się dobrze wykonywać powierzone mi zajęcia 🙂 Boże dziękuję Tobie, że mi wszędzie towarzyszysz, czy jestem przy mopie, czy trzymam w ręku kredę 🙂 Dziękuję za moich Rodziców i za Męża, za Ich pracę, trud i wysiłek. Cała jestem Twoja, Maryjo!!!

O autorze

Weronika Tsu

Weronika Tsu

Ukochana córka Pana Boga, szczęśliwa żona Tomka. Przepada za pracą z młodzieżą. Dużo pisze i piecze pyszne czekoladowe ciasta... czasem drożdżówki. Ulubiony tekst, który napisała to: „... zapiszę sobie w sercu na zawsze intencję modlitwy za wszystkie Dzieci świata!”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: