Zdrowie i uroda

UWAGA ! Niebezpieczeństwo!

Chemia w jedzeniu. Konserwanty, aspartamy, syropy frukto-cośtam. Nawozy. Chlor. Fluor. Rtęć. Aluminium. Glutaminian sodu. Szczepionki, jedzenie, picie, leki, powietrze, telefony, komputery, słońce, a nawet herbata z cytryną… Wszystko jest niebezpieczne, trujące i powoduje choroby cywilizacyjne i raka. Co najmniej.

Czy jest jeszcze coś, co nam nie zagraża? Czy gdzieś jeszcze życie jest proste i nie trzeba się na każdym kroku zastanawiać, czy sobie sami nie szkodzimy? Czy jak kupię w sklepie szynkę, albo ser, to mam się bać, że za dziesięć, czy piętnaście lat substancje w nich zawarte spowodują u mnie jakąś ciężką chorobę?

Zwykle jestem… chyba pesymistką – choć może to zwykły realizm, np. jak jadę gdzieś na parę godzin z dzieciakami, zabieram dla każdego komplet ciuchów do przebrania. Zawsze, kiedy tego nie zrobię, na 100% trzeba ich przebierać. Zasikają się, zaleją – cokolwiek. Jestem ekspertką od tworzenia czarnych scenariuszy. Ale… Nawet ja mam już dość. Słucham i czytam o tym wszystkim, co zagraża współczesnemu człowiekowi i naprawdę… (tu autocenzura) – powiedzmy, że powoduje to u mnie nudności. Nie da się żyć w takim nieustannym strachu. Jak zaszczepię dziecko, to ono będzie miało astmę i cukrzycę. A jak dzieci będą jadły parówki, to umrą na białaczkę. A jak będę pić herbatę z cytryną, to czeka mnie choroba Alzheimera. A jak… A…

To nie znaczy, że nie należy starać się mądrze odżywiać, czy dbać o zdrowie swoich dzieci. Ale… Jeśli uwzględnić wszystkie teorie, wszystkie opinie, jeśli zastosować się do wszystkich „dobrych rad”, to trzeba przestać korzystać z większości „zdobyczy cywilizacji”. Codziennie z nich korzystamy. Prąd, bieżąca woda, kuchenki gazowe, indukcyjne, zdobycze współczesnej medycyny, urządzenia elektryczne, komputery, telefony, wreszcie Internet. Nie wiem, czy jestem sobie w stanie wyobrazić życie np. bez prądu. Wiem oczywiście, że jest to możliwe. Czy chciałabym jednak bez prądu, na przykład, żyć? Nie. Czy wkurza mnie, że koncerny farmaceutyczne zarabiają na tym, że ludzie chorują? Tak. Ale czy chciałabym żyć w świecie, gdzie leków na rożne choroby nie ma? Nie. Że niektóre choroby ludzie sami powodują? Tak. Czy jest to cena za to, jaki jest obecnie świat? Pewnie tak. Czy jesteśmy w stanie coś z tym zrobić? Czy jak przestanę szczepić dzieci, korzystać z leków, prądu, gazu, kosmetyków, jedzenia przetworzonego przemysłowo i pić tą cholerną herbatę z cytryną – czy wtedy ja i moja rodzina będziemy zdrowi? Nie. Zdrowsi chociaż trochę? Może… Pytanie, czy walka z wiatrakami ma sens… Czy jest takie miejsce na ziemi, gdzie można wieść życie bez tego wszystkiego…?

Codziennie wieczorem razem z dzieciakami dziękujemy za to, co mamy, z czego możemy się cieszyć.  I tak sobie myślę, że jak człowiek nieustannie myśli o samych zagrożeniach i jak się zastanawia, co jeszcze jest dla niego niebezpieczne, to bardzo łatwo może zapomnieć, co w jego życiu jest dobre i z czego może się cieszyć. A jest tych dobrych rzeczy naprawdę długa lista… Dzieci dziękują za to, co było, za to co mają – rzeczy (za klocki, za przytulanki, za pościel nawet), a przede wszystkim za ludzi, którzy ich otaczają – za nas, za dziadków, za ciocie, wujków, stryjka, za nianię…  Chyba tego chciałabym nauczyć moje dzieci. Żeby niezależnie od okoliczności umiały cieszyć się z tego, co mają. Życie jest niebezpieczne, ale piękne…

… Chyba rozpocznę akcję „stop straszeniu!”

Foto:Leo Reynolds via Foter.com / CC BY-NC-SA

O autorze

Dominika Mazur

Dominika Mazur

W pierwszej kolejności żona i matka – tu na ziemi – trójki dzieci. Z wykształcenia polonistka. Fanka literatury i języka czeskiego, dobrej kuchni i robionej przez męża kawy. Autorka bloga meamanu.pl

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: