Rodzina

Czy to wstyd być babcią?!

Zmuszona byłam zmierzyć się z tym pytaniem już w dniu ślubu mojej córki, od którego nawet tydzień nie minął. Dlaczego? Dlatego, że na weselu wiele osób z przekornym uśmieszkiem pytało mnie co myślę o perspektywie zostania babcią. Byłam zaskoczona – jak to co? Dla mnie to oczywiste. Mam nadzieję, że Pan Bóg pobłogosławi dzieciakom, tak jak tego pragną i oni zostaną rodzicami, a ja babcią. I to szybko – jak się ma 47 lat i sporo energii to takie babciowanie musi być czystą przyjemnością. Jeszcze tego nie wiem, ale mam w pamięci radości świeżego macierzyństwa, a bycie babcią chociaż troszeńkę musi być podobne. W rodzinie pojawia się nowy człowiek do kochania – cóż może być piękniejszego?

Po pierwszym zdziwieniu zaczęłam się zastanawiać skąd ta nutka złośliwości a niekiedy lęku, przecież „babcia” nie jest pejoratywnym określeniem, a większość z nas ma bardzo miłe wspomnienia z wizyt u babci, babcinego ciasta i babcinego rozpieszczania. Hmm… Czyżby miał z tym coś wspólnego wszechobecny kult młodości? Tak jakby wnuczę miało z automatu coś zmienić w moim wyglądzie – sylwetka mi się przecież nie pochyli, zmarszczek nie przybędzie. Na to potrzeba lat a nie narodzin wnuka. Jak się mały ktoś na ulicy do mnie odezwie „babciu” to przecież nie zaczaruje mnie tym słowem w zgrzybiałą starowinkę.

A może to owoc współczesnego indywidualizmu i pewnego związanego z nim infantylizmu? Ludzie chcą żyć jak najwygodniej, wielu z tej wygody nie decyduje się na małżeństwo, a inni zwlekają z rodzicielstwem ile się da (więc i do stania się dziadkami daleka dla nich droga), bo tyle jest miejsc do zwiedzenia, tyle zabaw do przetańczenia, tyle przyjemności do doświadczenia… A dzieciak – wiadomo: robota, wydatki i ograniczenie wolności. Pod tym względem mam chyba rzeczywiście niedzisiejszą, „babciną” mentalność. Uważam, że spełnienie można odnaleźć tylko w nakierowaniu swojego życia ku innym – w służeniu im czasem, miłością, pracą, uważnością… I że to nie okrada, ani nie ogranicza, ale rozwija, popycha do przodu i daje ogromną radość, której nie doświadczy egoista – on dostanie tylko krótszą lub dłuższą przyjemność.

Mam nadzieję zostać babcią. A na początek dobrą teściową (ileż ja się już kawałów o teściowych nasłuchałam, ale to temat na inny tekst), bo przecież przybył mi nowy człowiek do kochania – mój zięć.

Ilustracja: pixabay

O autorze

Marta Dzbeńska-Karpińska

Marta Dzbeńska-Karpińska

Z wykształcenia politolog i manager, z wyboru fotograf i dziennikarz. Autorka książki i wystawy „Matki: mężne czy szalone?” Współpracuje z miesięcznikiem „Tak rodzinie”. Żona i mama trójki dzieci. Fanka czarno-białej fotografii analogowej. Bardzo lubi ludzi, spacery i muzykę, a niekiedy także gotowanie.

2 komentarze

  • Moja wnusia w niedzielę świętuje roczek. I chociaż jej najmłodszy stryj (a mój synek) ma cztery latka z dumą przyznaję się do bycia babcią – może taką troszkę nietypową, bo jeszcze studiującą i z głową ciągle pełną pomysłów na samą siebie, ale jednak babcią, gotową dla wnuczki na wiele, bardzo wiele poświęceń.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: