Rodzina

Zamiana ról

Podczas telewizji śniadaniowej pewnego poranka tematem była opieka nad starszymi ludźmi. Na początku głos zabrał jeden z gości – pan Piotr Polk, znany aktor. I opowiedział jak to w rodzinie rodzą się dzieci i rodzice poświęcają im cały swój czas i wysiłek na opiekę i wychowanie, nie zważając na osobiste trudy i wyrzeczenia. Przecież nikt dzieci nie oddaje innym na wychowanie, do jakiegoś domu dziecka. Pozostawiam tu na boku sprawy żłobków i przedszkoli, bo to tylko kwestia organizacyjna. Ale tak to jest, że rodzice z całą mocą starają się zapewnić opiekę i byt swoim potomkom. Czasem któreś z nich musi nawet zrezygnować na ten czas z pracy i własnych ambicji, ale robi to jeśli nie całkiem chętnie, to bez specjalnych oporów, bo tak trzeba. Bo taka jest kolejność celów w hierarchii spraw rodzinnych. Bo takie są prawa miłości.

Potem z ludźmi starymi jest przecież podobnie, też stają się z czasem trochę jak dzieci. I trzeba się nimi zaopiekować, gdy słabną. Więc naturalną rzeczą jest jakby odwrócenie ról. I należy im się to samo, co kiedyś oni dawali. Potem w audycji wspomniano m.in. o prawie ludzi starszych do samorealizacji, rozrywki i w bezpieczny sposób godziwego wypełniania czasu wolnego, ale dalej już nie słuchałam uważnie, bo to nie moje klimaty. Oczywiście ta cała opowieść nie miała być dla Państwa dydaktyczną wskazówką, a jedynie refleksją człowieka bardzo dojrzałego. Który ma już za sobą wychowanie własnego potomstwa, a teraz otwiera się przed min niewiadoma przyszłość. A może wiadoma?

O autorze

Elżbieta Nowak

Z wykształcenia budowlaniec, pedagog, dziennikarz. Z zamiłowania – felietonista. Obecnie na emeryturze, lecz wciąż aktywna zawodowo – ma felietony w Polskim Radiu i w prasie katolickiej, prowadzi rubrykę korespondencyjną w „Niedzieli” (jako „Aleksandra”), udziela się w parafii. Jej strona autorska to Kochane Życie - www.elzbietanowak.pl

2 komentarze

  • Podkreślam. Rodzina nie wymaga dodatkowych i nowych definicji. Każde pokolenie ma swoje miejsce i zadanie. Wnuki z wielu przyczyn potrzebują dziadków, a dziadkowie, z równie wielu powodów, potrzebują wnuków.

    Ale, stosując standardy autorki, do cytatu:
    „Pozostawiam tu na boku sprawy żłobków i przedszkoli, bo to tylko kwestia organizacyjna.”
    narzuca się parafraza:
    „Pozostawiam tu na boku sprawy domów starców i hospicjów, bo to tylko kwestia organizacyjna.”

    I co, też pasuje? :/

    (Jeżeli mowa o kwestich organizacyjnych to zaznaczyć tu trzeba „szybsze taktowanie” dzieci, czyli inne postrzeganie upływu czasu. Dziecko może przeżyć dramat odrzucenia w czasie w którym osoba dorosła nie dostrzeże jeszcze żadnego dyskomfortu. Dlatego pozwalam sobie na zestawienie form opieki dziennej dla dzieci i ciągłej dla starców. Poza tym dzieci nie mają całego życia, żeby wpłynąć na to czy pójdą do żłobka, a pensjonariusze domów starców już tak!)

  • Porównywanie opieki nad dzieckiem z opieką nad starszą osobą jest, moim zdaniem, postawieniem z gruntu fałszywej tezy, że moje dziecko = mój rodzic/moja babcia/mój dziadek. Dziecko jest osobą, nad którą jako rodzic sprawuję władzę i opiekę. Pisząc władzę, mam na myśli nie zarządzanie tym dzieckiem, ale pilnowanie go i kontrolowanie w każdym aspekcie dla jego dobra. Aby móc sprawować podobną opiekę nad rodzicem/dziadkiem należałoby go ubezwłasnowolnić. Dziecku mam prawo powiedzieć „nie wolno” i koniec. Starszej osobie czasem można mówić. Wiem po mojej babci, jak niefrasobliwe i uparte przy swoim są starsze osoby. Im bardziej się prosi, żeby czegoś nie robiła, tym bardziej ona to zrobi. Zdarzyło się kilka razy, że ze szkodą dla siebie, czego konsekwencje odbiły się na zdrowiu babci, ale i mojej mamy czy mnie. No, i ten wieczny terror organizowania starszym ludziom czasu…

Leave a Reply

%d bloggers like this: