Społeczeństwo

Żeby zawód nie sprawił zawodu

Otóż po tych wielu latach, gdy wyśmiewano szkolnictwo zawodowe, wraca ono do łask. Sama młodzież już widzi, że liceum nic im nie daje. Bo przecież konkretnego zawodu nie mają. Muszą pójść na studia. Po których niekoniecznie znajdą wymarzoną pracę.

Żeby człowiek mając szesnaście czy dziewiętnaście lat miał wiedzę czterdziestolatka, to pewnie byłoby na świecie dużo mniej pomyłek. Sama wybór zawodu mam już dawno za sobą. Teraz za kilka lat to już moje dzieci będą wybierały. Chciałabym, aby wybrały dobrze. Aby po skończonych studiach nie okazało się, że mają dyplom magistra w kieszeni i są sfrustrowani, bo nikt z ich wiedzy nie chce skorzystać…

OBRAZEK 1

Cieknie kaloryfer. Wzywam hydraulika. Pan jest z nami zaprzyjaźniony. Porozmawiać lubi. Pracę swoją szanuje i wie, że jest dobrym fachowcem. Zdjęcie kaloryfera, rozkręcenie, wymiana uszczelki i skręcenie go plus przegląd gazowy innych urządzeń zajmuje mu 55 minut. W tym jeszcze ucina sobie pogawędkę przy kawie. O za tę usługę inkasuje dość dużo.

Wiem, dobry fachowiec jest w cenie. Dlatego płacę.

OBRAZEK 2

Pamiętam, jak w dzieciństwie słyszało się: „ucz się, bo będziesz kopać rowy”, albo „jak nie będziesz mieć dobrych stopni, to zostaniesz fryzjerką”.

Znam fryzjerkę, która ma tylko maturę i utrzymuje dom, męża, dzieci, kupuje nowe nieruchomości, a klienci walą do niej drzwiami i oknami.

Niektórzy z dwoma fakultetami nie mają tyle, co ona. I nie chodzi tu o zazdrość, tylko stwierdzenie faktu. Nie trzeba koniecznie kończyć studiów, aby utrzymać na poziomie rodzinę.

OBRAZEK 3

Gdy zapisałam się na kurs szycia, niektóre osoby uśmiechały się pobłażliwie lub z przekąsem mówiąc: „po co ci to?”. Jedni myśleli: to jakieś fanaberie, inni nudzi jej się.

A ja chciałam posiąść konkretną umiejętność. Mam materiał i szyję. Wychodzi z niego sukieneczka dla córeczki, komża dla syna lub sukienka dla mnie.

Czuję się wolna. Kupuję materiał, kroję szyję i za chwilę  mam sukienkę, jaką chcę. Nie przezroczystą, z dobrego materiału i uszytą tylko dla mnie.

Po co to piszę? Otóż po tych wielu latach, gdy wyśmiewano szkolnictwo zawodowe, wraca ono do łask. Sama młodzież już widzi, że liceum nic im nie daje. Bo przecież konkretnego zawodu nie mają. Muszą pójść na studia. Po których niekoniecznie znajdą wymarzoną pracę. Niedaleko moich rodziców otworzono szkołę. Ogłoszono konkurs na sprzątaczkę. Jednym z wymaganych kwalifikacji była matura… Inne nie miały szans. Tylko, po co sprzątaczce matura? Żeby lepiej ścierała podłogi? Myślę, że już czas, aby nasze dzieci miały świadomość, że mogą pójść na swoje wymarzone studia, ale muszą też mieć świadomość, że jeżeli źle wybiorą, nie będą miały z czego się utrzymać.

Podczas rozmów mniej lub bardziej towarzyskich jednym z najczęściej poruszanych tematów jest praca, a raczej jej brak. Gdyby nie systematyczne upuszczanie świeżej krwi, czyli emigracja za granicę i szara strefa, bezrobocie na naszej zielonej wyspie byłoby o wiele bardziej widoczne, ale i tak bez pracy pozostaje bardzo wiele osób.

Najwięcej żalu o brak pracy mają ci, którzy kosztem wielu wyrzeczeń ukończyli studia i zdobyli wykształcenie wyższe. Tak wiele przecież słyszeli od innych osób i z mediów, że studia dadzą im dużą szansę na zdobycie pracy, ukończyli jeden lub dwa kierunki, niekiedy również studia podyplomowe, a tymczasem albo w ogóle nie mogą znaleźć stałej pracy, albo pracują na umowę zlecenia, albo też w oparciu o umowę ustną, nie zaprzątając tym faktem uwagi państwa i jego agend, czyli urzędu skarbowego i ZUS-u. Nawet jeżeli absolwenci szkół wyższych podpisali umowę o pracę, często uważają, że otrzymana praca jest dużo poniżej ich kwalifikacji, że przeważnie nie ma wiele wspólnego ze zdobytym wykształceniem, no i, oczywiście, że jest słabo wynagradzana.

Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Niewątpliwie jedną z nich jest sytuacja gospodarcza naszego kraju, bardzo ciasny pancerz regulacji ograniczających swobodę gospodarczą i swobodę zatrudnienia, niezwykle wysokie koszty pracy, wysokie podatki, i tak dalej, i tak dalej. Jest to oczywiście bardzo bolesne, ale prawda jest taka, że na ogólną sytuację Polski nie mamy właściwie żadnego wpływu i nie wiadomo, czy zmieni się ona znacząco na korzyść w dającej się przewidzieć perspektywie. Tymczasem każdy z nas otrzymał tylko jedno życie doczesne i chciałby przeżyć je jak najlepiej, również pod względem materialnym. Dlatego wiele osób szuka pracy tam, gdzie o nią łatwiej, czyli za granicą. W samym tym fakcie nie ma nic złego, chociaż w wyniku emigracji niewątpliwie mogą pojawić się różne negatywne konsekwencje zarówno dla tych, którzy wyjeżdżają, jak i dla tych, którzy zostają w Polsce.

Szczęśliwie jednak nie każdy chce emigrować, dlatego warto zastanowić się, co robić, żeby jakoś poradzić sobie w kraju. Mądry człowiek przystosowuje się do sytuacji, na którą nie ma wpływu.

Photo credit: Greyframe via Foter.com / CC BY-NC-SA

O autorze

Joanna Jakubowska

Joanna Jakubowska

Z wykształcenia dziennikarz, z miłości żona i mama piątki dzieci: Karol — 10 lat, Mikołaj — prawie 8; Dominik 6, Klara 4,5; Kornelia 2 lata.
Zajmuję się domem i dziećmi — wychowuję je razem z mężem Bronisławem. Lubię czytać książki, fotografować. Od niedawna odkryłam uroki ogrodu — sadzę i sieję kwiaty, aby wokół było kolorowo.

Prowadzę blog:
http://podrodzinnymdachem.blogspot.com

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: