Wiara

Czytajmy Biblię

Ks. Kazimierzowi Wójtowiczowi – z okazji urodzin

Całkiem niedawno odkryłem, iż protestanccy holenderscy chłopi praktykowali specjalny rodzaj lektury Świętej Księgi. W ich domach Biblia leżała nieustannie na stole. Ilekroć wybierali się w podróż bądź powracali, ile razy przychodził przyjaciel, otwierali Biblię, by odczytać krótki fragment. Piękne i pobożne to czytanie Biblii praktykowane przez Protestanckich Holenderskich Chłop(ak)ów. Piszę „uroczystym PHC” (pi-ejdż-si), myśląc o zadziwiających losach wiary potomków Rembrandta, Vermeera, van Gogha, i innych kibicach Ajaxu czy Feyenoordu. Módlmy się za Holandię na różańcu… taki apel krążył niedawno w sieci.

Powróćmy jednak do czytania Pisma, do odczytywania jednego czy dwóch wersetów. Dlaczego tak krótko? Jedna chwila, zamiast godziny, a przynajmniej jednego kwadransa? Ta krótka modlitwa jest niczym uwalnianie światła spomiędzy wersetów Biblii, jakby jakiś anioł stróż trzymał tam straż, a nasza lektura pozwalała mu ruszyć w drogę – z nami! Tak trzeba czytać – a napełni nas świetlista anielskość. Warto też mieć przy sobie ołówek, żeby w naszym egzemplarzu zakreślać, zakreślać, zakreślać. Dzięki temu po miesiącu „mamy” już sto swoich (w sensie: oswojonych) cytatów, a po roku… ponad tysiąc!

zatem krótka instrukcja obsługi.

Najpierw otwieram Biblię. A zaraz potem siadam z wrażenia. Trudno tak stać, jak bocian na jednej nodze. Siadam z wrażenia, bo oto Księga życia mówi do mnie. Po prostu siadam i zaczynam czytać. Mały tekst, maleńki, niczym okruch chleba, który pragnę nieść w moim sercu, w mej pamięci. Nieść przez kolejne godziny mego życia. Pokornie, cierpliwie, z miłością. Nieść niczym światło świecy, nad którym trzeba troskliwie czuwać. (Pewno dlatego ten anioł stróż, specjalista od „Boga w nas”). A gdy już idę – niosąc w sobie światło Księgi – to próbuję się modlić. Najprostszą modlitwą. Aniele Boży… a potem Anioł Pański.. i jeszcze Modlitwa do Świętego Michała Archanioła. Staję się powoli „Siostrą od Aniołów” albo „Bratem Anielskim”. Całkowicie szalony pomysł? No skoro zaczęło się od PHC, to musi pojawić się CC (Crazy Church). Si, Si…!, mówią Włosi, zadowoleni z naszego szaleństwa. Wielkiego Szaleństwa, któremu na imię Miłość. Któremu na imię Serce Jezusa. Które napełnia łaską. Tak, tak, odpowiadamy spokojnie, nasze Towarzystwo Analfabetów Katolickich (pod egidą Tej z Jasnej Góry i z Ostrej Bramy) nie lęka się oskarżeń o dewocję i dziwaczności. Polscy moherowi katolicy idą do Nieba. Modląc się modlitwami wielkich mistyków: Jezu, Miłości moja, bądź uwielbiony – i zmiłuj się nad nami! Anielskie serca zwyciężą. Amen. I jeszcze Alleluja!

Foto: Vincent van Gogh, Wskrzeszenie Łazarza (1890)

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: