Wychowanie

W naszej rodzinie nie odmawiamy pacierza

W parafii, w której mieszkamy, nowy ksiądz wikary przygotowuje dzieci do pierwszej komunii świętej. Przy każdej okazji nakazuje, by wszystkie dzieci składały ręce (czego nie krytykuję, choć właściwie zaleca się utrzymywanie tego gestu głównie wśród ministrantów) i aby każdego dnia, rano i wieczorem, odmawiały pacierz. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego przekonywania – zdecydowanie bardziej podoba mi się postawa księdza, który prowadzi msze mające przygotować do pierwszej komunii naszego syna, w innej parafii. On mówi, że wiara jest obecna w rodzinach, które modlą się razem.

Idea pacierza towarzyszyła mi przez ponad pół życia. Klęknąć rano i wieczorem, zrobić znak krzyża, odmówić „Ojcze Nasz”, „Zdrowaś Mario” i „Aniele Boży” – traktowałem to przez lata jak chrześcijański obowiązek. Wspominam rozmowy z moimi studiującymi znajomymi, którzy wyszli z domu i powoli oddalali się od kościoła. To znaczy – przestali np. chodzić na msze co niedzielę. Ale, mimo wszystko, twierdzili, że jeśli nie przeżegnają się wieczorem i nie odmówią szeregu modlitw, nie mogą zasnąć, bo dręczą ich wyrzuty sumienia. Oznacza to, że dla wielu osób „pacierz” stał się jakimś zautomatyzowanym zwyczajem, a nie prawdziwą modlitwą. U nas w domu natomiast nie odmawiamy pacierza. Nauczyliśmy się za to modlić.

Poranna modlitwa zazwyczaj odbywa się w samochodzie – wraz z najstarszym synem prosimy Boga o dobry dzień. Wieczorem natomiast modlimy się rodzinnie. Każdy z członków rodziny dostaje chwilę na modlitwę spontaniczną – dziękuje Bogu za to, co go spotkało, prosi o łaski, czasami przeprasza. Następnie modlimy się jedną wybraną modlitwą – nie odmawiamy całego pacierza. Od Wielkiego Postu czytamy też z dziećmi jeden rozdział Nowego Testamentu. Stało się to za namową poprzedniego księdza wikarego, który zaproponował, by właśnie w Wielkim Poście czytać z dziećmi jeden rozdział Ewangelii. Pociągnęliśmy to dalej, trwamy w tym do dzisiaj. To jest nasza modlitwa rodzinna. Nie ma obowiązku, by odbywała się dwa razy dziennie – rano i wieczorem. Wystarczy jeden raz, ale prawdziwie, szczerze, bez odklepywania regułek.

To oczywiście nie zastępuje „pacierza”, ponieważ – jak można zrozumieć – ksiądz przekonuje dzieci, by codziennie odmawiały pacierz jakby z pominięciem rodziców. To ma sens, jeśli założymy, że dzieci przygotowują się do pierwszej komunii świętej, bo tak się robi, a rodzice wielokrotnie nie angażują się w duchową stronę tego przedsięwzięcia. Ale to oznacza też, że modlitwa rodzinna nie zastąpi modlitwy osobistej. Zarówno my – rodzice – jak i nasze dzieci, powinniśmy uczyć się modlić jak Mojżesz, twarzą w twarz z Panem Bogiem. I w pewnym momencie pojawi się sytuacja, w której nasze dzieci – obok modlitwy z rodzicami – będą musiały zacząć wdrażać osobiste spotkania z Bogiem. Nie powinniśmy jednak dopuścić do tego, by zrozumiały to jako odklepywany dwa razy dziennie pacierz.

Co ważne, znajomość i wykorzystanie w codzienności podstawowych chrześcijańskich modlitw nie jest złe – przecież „Ojcze Nasz” to modlitwa podyktowana nam przez samego Jezusa, zatem najdoskonalsza ze wszystkich nam znanych modlitw. Branie jej pod uwagę w codziennej modlitwie jest ważne. Byle nie okazało się w pewnym momencie, że słowa „Modlitwy Pańskiej” stały się dla naszych dzieci wyuczoną formułką bez znaczenia.

Moja rada jest więc taka, by nie uczyć i nie namawiać dzieci do odmawiania pacierza. Modlitwy związane z pacierzem są ważne, potrzebne i warte do nauczenia – ale sam pacierz, jako automatyczne odklepywanie formułek, do niczego nie prowadzi. Warto natomiast wdrażać dzieci w modlitwę, szczerze i otwarcie rozmawiając z Bogiem w ich towarzystwie. Tak możemy obudzić w nich – i w sobie – prawdziwą wiarę.

 

Photo on Foter.com

O autorze

Mateusz Gajek

Mateusz Gajek

Teolog z wykształcenia, anglista z zatrudnienia, wkrótce również informatyk. Uczy w szkole specjalnej z powołania, marzy o przyszłości pisarza. Mąż i tata trójki dzieci. Lubi czytać, dobrze zjeść i obejrzeć film w towarzystwie małżonki.
Prowadzi bloga maurycyteo.wordpress.com

2 komentarze

  • Kiedy wyjechałam na studia,zaprzestałam odmawiania pacierza. Po nawróceniu się,chciałam wrócić do tej porannej i wieczornej modlitwy. Walczyłam rok, po prostu nie pamiętałam o nim rankiem, ani wieczorem, te kilka modlitw były dla mnie za długie, więc postanowiłam, że będę robić tylko znak krzyża rano i wieczorem. Czas mijał, a ja też o tym znaku krzyża nie pamiętałam wstając, czy kładąc się spać. Pewnego dnia włączyłam telewizor,była transmitowana wówczas pielgrzymka do Polski papieża Jana Pawła II. Iwona Schymalla rozmawiała z ojcem Leonem Knabitem w momencie kiedy włączyłam odbiornik telewizyjny zadawała mu takie mniej więcej pytanie ,,Ojcze,Papież namawia do odmawiania pacierza. Dlaczego powinniśmy się modlić rano i wieczorem? I ojciec Leona odpowiedział Jeśli będziemy odnawiać pacierz rano, to dzień będzie inny, a jeśli wieczorem to wówczas noc będzie inna.Zrozumiałam,że ten czas będzie lepszy. Od tego dnia do dziś nie mam żadnego problemu z odmówieniem pacierza,rano i wieczorem,tego który znam od dziecka.

  • Autor po raz kolejny na łamach tego portalu trafia kulą w płot… Niezbyt to przemyślane aby odwodzić od pacierza. Modlitwy pacierzowe są niejako naszym wyznaniem wiary. Przypomnieniem kierunku naszej wiary. Ich powtarzanie ma na celu utrwalanie prawd w nich zawartych i coraz lepsze ich rozumienie. Modlitwa spontaniczna może być uzupełnieniem modlitwy wieczornej i porannej. W przeciwnym razie staje się jedynie nierzadko infantylną namiastką modlitwy na kształt listu do świętego Mikołaja. Modlitwa pacierzowa w przypadku dzieci ma też zadanie edukacyjne. Dzięki niej nie będą miały problemu ze zdaniem egzaminu przed I Komunią Św. Nie chce mi się wierzyć, że cytowany tu ksiądz namawia do odmawiania pacierza z pominięciem rodziców…

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: