Społeczeństwo

Co za czasy!

Kurczy się ta cześć społeczeństwa, która pamięta „komunę” i niedługo historia, jak to było za czasów socjalizmu będzie jedynie (nie)czytana w książkach, a spaczone i wrogie idee na powrót staną się atrakcyjne…

Jako dzieci nie byliśmy wożeni przez rodziców na liczne zajęcia rozwojowe, spędzaliśmy czas, stojąc w kolejkach. Nosiliśmy w kieszeniach kartki, pilnując, żeby nie zgubić miesięcznego przydziału na mięso, cukier, czy wędlinę… W tych smutnych czasach szarych kolorów, nijakich ciuchów docenialiśmy każdą bluzeczkę, buty, trampki, które udało nam się dostać w sklepie. Kupowało się bez przymiarek, „na oko”. W tych czasach dzieciństwo spędzało się w kolejkach.

Pamiętam, jak stałam w kolejce po meblościankę. Nie było wybierania, która ładniejsza. Braliśmy to, co rzucili do sklepu. Kolejka stała miesiąc, 2-3 razy dziennie trzeba było pójść i „zarejestrować się” w komitecie kolejkowym. Nieobecność wiązała się z wykreśleniem z listy. Upragniona meblościanka po złożeniu była krzywa, niekompletna i zawsze czegoś brakowało…

W tych smutnych czasach rodzice kombinowali, gdzie by tu kupić świnię, zbierali się z sąsiadami, żeby masarz zrobił dla nich wyroby na święta, bo w sklepie bywał tylko salceson i pasztetowa kiepskiej jakości. Mamy i babcie robiły swetry, czapki, szale i rękawiczki na drutach, szyły ubrania we własnym zakresie, żeby przyodziać rodzinę.

W tamtych czasach chodziliśmy na religię do punktu katechetycznego po lekcjach. Robiliśmy to z radością i bez przymusu, a kościoły w każde roraty i nabożeństwa były pełne dzieci z tornistrami na plecach.

W tamtych czasach chciało nam się uczyć, chodzić na kolka zainteresowań po lekcjach, chciało nam się bezinteresownie pomagać kolegom. Potrafiliśmy docenić każdą rzecz i dobry gest. W prezencie nie dostawałam drogich rzeczy, cieszył pachnący szampon od cioci, guma balonowa Donald kupiona w Pewexie, namiastka wielkiego świata…

To były ciężkie czasy, ale dzieci miały mniej wyrachowane serca i potrafiły być wdzięczne za każdy dar. Mamy nie miały zmywarek, ani pralek automatycznych. Życie toczyło się zupełnie innym tempem.

Absolutnie nie pragnę powrotu komuny, nie chcę, żeby na rynku ZOMO lało studentów z armatek wodnych lub strzelało do nich gumowymi kulami, czego byłam świadkiem. Nie chcę reglamentowanej przez władzę wolności, ani przymusu partyjnego…

Żal mi tylko tego, że kiedyś ludzie trzymali się razem, pomimo zakazów budowali kościoły, starali się pomagać sobie nawzajem, by przetrwać trudy i dobrze wychować dzieci. Dzieciaki spędzały czas poza domem, bawiąc się całymi grupami, a biblioteki były pełne polujących na ciekawą książkę. To tylko pobieżna część historii, w której pieniądze znaczyły mniej niż zaradność życiowa.

Co nam przyniosą kolejne pokolenia? Kto wie… Zaiste żyjemy w „ciekawych” czasach…

Image by 22612 from Pixabay

O autorze

Krystyna Łobos

Krystyna Łobos

Żona, matka dwóch synów i córki. Z wykształcenia filolog i piarowiec. Rzecznik Orszaku Trzech Króli w Rzeszowie. Perfekcjonistka na odwyku. Woli pisać niż mówić. Lubi włóczyć się po górach, słuchać ludzi, czytać powieści fantasy oraz dobre komiksy. Uwielbia rodzinne seanse filmowe i długie rozmowy z mężem.
Na Facebooku prowadzi stronę Siemamama

Leave a Reply

%d bloggers like this: