Wiara

Wosk

No tak! Bez Andrzejek dziś się nie objedzie. To długa tradycja. Ale przede wszystkim tradycyjna zabawa. Są tylko dwa zastrzeżenia. Po pierwsze – nie trzeba wierzyć w te wróżby. A po drugie – tu już powiem na poważnie – nie wolno iść w nich za daleko.
Pierwszy warunek jest dość oczywisty. Bo kto bierze na serio wróżenie z wosku, czy z fusów – żeby tak to wyrazić sumarycznie. Wiadomo przecież że to lipa. Bujda. Oszustwo. Można się pośmiać wyciągając los z wróżbą na przyszłość, ale życie nie liczy się z takimi losami. Przecież nawet loteria nie gwarantuje wygranej.

A warunek drugi? Niektórzy z Państwa, pamiętają jeszcze Radio Józef. Ja też pamiętam. I były tam w nim audycje Pana Roberta Tekieli który prowadził rozmowy z egzorcystami. Ogólnie mówiąc rozmawiano głównie o skutkach uprawiania różnych rodzajów magii. Czasem można było też zadawać pytania, ale zdarzały się także telefony z prośbami jak można pomóc drugiemu człowiekowi, który już zaplątał się w coś niedobrego. I to były najtrudniejsze rozmowy. Bo jak można pomóc komuś, kto takiej pomocy nie szuka, nie oczekuje, a nawet zaprzecza, że jest mu ona potrzebna. Ba. Nawet uważa że nic złego nie robi. No, może i nie robi, ale prędzej czy później to się na nim odbije.

I tu jest okazja do porozmawiania o nas samych. Czy zawsze działamy świadomie, zdając sobie sprawę z prawdopodobnych skutków naszych decyzji. Bo oczywiście wszystkiego nie da się przewidzieć. No i nie zawsze musimy przed działaniem kalkulować, czy nam się to opłaca i czy osiągniemy pozytywny skutek. Bywają działania spontaniczne, odruchowe, czasem wprost automatyczne. Lecz nikt nas nie zwalnia z myślenia. I na ile można to powinniśmy starć się przewidywać. Wiem że logiki teraz się prawie nie uczy, ale podobno jesteśmy zmyślnym narodem. I potrafimy sobie radzić w trudnych sytuacjach. Kiedyś spotkałam pewną młodą Damę na bulwarach nad zatoką w Chałupach, przysiadła obok mnie na ławeczce. No i się zaczęło. Wkrótce wiedziałam już prawie wszystko o niej i jej rodzinie. Cóż za iście dziecięca naiwność. Oczywiście nie mogłam być dla niej żadnym zagrożeniem. Ale pewnie do wszystkich była taka ufna i otwarta. Piękna cecha, ale z rozumnością niewiele mająca wspólnego, nieprawdaż?
Ale też ta ufna istota nie potrafiła wybiec myślami naprzód, by przewidzieć że jej szczerość może ktoś niedobry wykorzystać. Zabrakło jej tej odrobiny wyobraźni, że kiedyś mogłaby źle ulokować swoje zaufanie.

Tak jest i ze Złym. Korzysta on z naszej ciekawości, ufności, szczerości, a nawet z naiwności – i powolutku wkracza w nasze życie. Może się to rozpocząć od pozornie niewinnych horoskopów w kolorowym tygodniku. Nagle zauważamy, że zaczyna się coś zgadzać. Więc sięgamy dalej. Może po karty. Później szczęście zawierzamy talizmanowi. korzystamy z bioenergoterapii. Uprawiamy jakieś skomplikowane ćwiczenia. I naturalnie nikogo nie słuchamy, bo już jesteśmy na wyższym poziomie świadomości.
A Pan Bóg patrzy na takie zagubione ludzkie stworzenie i tylko kiwa smutno głową – dziecko moje, wracaj póki czas. Bo zginiesz.

O autorze

Elżbieta Nowak

Z wykształcenia budowlaniec, pedagog, dziennikarz. Z zamiłowania – felietonista. Obecnie na emeryturze, lecz wciąż aktywna zawodowo – ma felietony w Polskim Radiu i w prasie katolickiej, prowadzi rubrykę korespondencyjną w „Niedzieli” (jako „Aleksandra”), udziela się w parafii. Jej strona autorska to Kochane Życie - www.elzbietanowak.pl

1 Komentarz

  • Tak, tak. Bóg patrzy. A rodzice, którym mówię, żeby pilnowali swoich dzieci, patrzą z niedowierzaniem i mówią: Co też opowiadasz? Przecież to niewinna zabawa…

Leave a Reply

%d bloggers like this: