Edukacja

Jak to się robi za oceanem?

Sporo ostatnio w Polsce przetoczyło się dyskusji na temat edukacji domowej, postanowiliśmy sprawdzić jak to wygląda w innych krajach. Poprzednio publikowaliśmy artykuł Racheli Murackiej, dziś publikujemy pierwszą część listu od naszej czytelniczki z USA (nazwisko do wiadomości redakcji). Druga część niebawem.

W Stanach Zjednoczonych każdy stan odrębnie reguluje kwestię edukacji domowej. Czasami regulacje te są ściśle związane z politycznym interesem danego gubernatora. W obrębie stanu funkcjonują hrabstwa, a każde z nich ma prawo wybrać własny preferowany system szkolny. Instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za nauczanie w danym rejonie jest lokalny zarząd szkolny, odpowiednik polskiego kuratorium. Zawsze deleguje jednego ze swoich pracowników wyłącznie do spraw związanych z edukacją domową.

W stanie Maryland, w którym mieszkam, prawo pozwala na rozpoczęcie edukacji domowej wobec dziecka, które ukończyło 5 lat, a obowiązek szkolny trwa do 17. roku życia. Rodzic, który chce rozpocząć edukację domową swojego dziecka, musi zawiadomić o tym lokalny zarząd szkolny – wypełnia odpowiedni formularz i wysyła do osoby odpowiedzialnej w tym zarządzie za edukację domową. Trzeba to zrobić najpóźniej na 15 dni przed rozpoczęciem nauki tym trybem.

Zarząd szkolny najczęściej nie ingeruje w tok nauczania edukacji domowej. Gdy mój mąż zgłaszał nasze dziecko, w odpowiedzi zadzwoniono do niego z najważniejszymi informacjami, na koniec rozmowy życzono mu powodzenia na tej drodze. Ograniczeniem dla rodzica jest jedynie prawo stanowe, które decyduje, jakie obowiązkowe przedmioty dziecko musi podjąć, m.in. matematyka, science ( fizyka, biologia, geografia) plastyka , muzyka , nauka o zdrowiu, wychowanie fizyczne.

Zgodnie z tym prawem tylko rodzic lub opiekun prawny ma prawo uczyć swoje dziecko w ramach edukacji domowej. Nie można zatrudnić do tego innej osoby, istnieje jednak instytucja korepetytora, które można zatrudnić, gdy dziecko potrzebuje dodatkowej pomocy lub zajęć.

Stan Maryland nie wymaga, by rodzic lub opiekun, który chce prowadzić edukację domową swojego dziecka, miał certyfikat nauczyciela. Wiedza dziecka musi być jednak regularnie sprawdzana, rodzic ma w tym zakresie trzy opcje do wyboru:

  • wizyta delegata z lokalnego zarządu w domu, raz na pół roku. Podczas tej wizyty przedstawiciel zarządu przeprowadza rozmowę z uczniem i rodzicem. Uczeń prezentuje, co robił w czasie minionego półrocza. Pokazuje zeszyty, podręczniki, projekty, nad którymi pracował, przeczytane książki, testy przeprowadzane przez rodziców. Obowiązkiem rodzica jest tworzenie swoistego portfolio, które dokumentuje jego prace z dzieckiem. Podczas takiej rozmowy prezentuje je, przedstawia program nauczania – własny lub zaczerpnięty z jakiejś instytucji edukacyjnej. Ta opcja sprawdzania postępów ucznia nie przewiduje żadnych egzaminów.
  • współpraca ze szkołami niepublicznymi, które są zarejestrowane przez stanowy zarząd szkolnictwa. Przykładem jest Calvert School w Baltimore – moja młodsza córka przerabia obecnie ich program, a starsza przerabiała podstawówkę, gimnazjum i parę miesięcy liceum.
  • współpraca z tzw. church – exempt schools albo an education ministry. Są to szkoły prowadzone przez wyznania lub zgromadzenia wyznaniowe i tez muszą mieć akredytację stanową, by wydawać dyplomy. Jedną z nich jest katolicka Seton Homeschool Study School, moja starsza córka przerabia z nimi materiał z liceum.

Regulacje prawne nie przewidują kwestii udziału dziecka uczącego się w ramach edukacji domowej w zajęciach pozaszkolnych lub dodatkowych w szkołach publicznych. W 33 stanach (Maryland do nich nie należy) pozwala się na uczestniczenie dzieci z edukacji domowej w zajęciach pozaszkolnych, zwłaszcza sportowych.W Maryland i Virginii trwa dyskusja na ten temat. Gubernator Virginii stwierdził na przykład, że udział w takich zajęciach jest przywilejem dla tych, którzy uczęszczają do szkół publicznych. Rodzice z edukacji domowej kontrargumentowali, że oni także płaca podatki stanowe, nie więc powodu, by ich dzieci pozbawiać tego przywileju. Podejrzewają, że stanowisko gubernatora jest wynikiem „wdzięczności” dla związku zawodowego nauczycieli za poparcie go w wyborach.

Na każdym etapie edukacji uczeń może wrócić do szkoły. Jego osiągnięcia i zaliczone przedmioty przelicza się na tzw. kredyty. One określają, jaki zakres materiału i ile egzaminów uczeń musi jeszcze zdać, by ukończyć edukację na danym poziomie (podstawówki, gimnazjum, czy liceum). Na tej podstawie, na rozmowie z przedstawicielem lokalnego zarządu szkolnictwa, ocenia się w której klasie takiego ucznia można umieścić.

Photo credit: Dougtone via Foter.com / CC BY-SA

O autorze

Anna Brzostek

Anna Brzostek

Żona i mama trójki dzieci. Przez kilkanaście lat zawodowo zajmowała się komunikacją z klientami i zarządzaniem kryzysowym. Aktualnie spełnia się jako edukator domowy oraz redaktor. Lubi wspólne wieczorne oglądanie filmów z mężem oraz zwiedzanie Polski. Relaksuje się gotując, piekąc chleby i czytając thrillery medyczne.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: