Relacje

Zdalna Wielkanoc

Świat stanął na głowie. Dzieci za aprobatą rodziców spędzają sporo czasu przed ekranem komputera. Dziadkowie przestawili się na komunikację via What’s App. Nawet maluszkom, dotąd chronionym przed wirtualnym światem, mamy podsuwają pod noski ekrany komórek – „Popatrz, to babcia!” Zdalnie pracujemy, zdalnie się uczymy, zdalnie chodzimy do kościoła i …świętujemy. Takiego Wielkiego Postu, ani Wielkanocy nigdy dotąd nie było.

Elektronika, do której czasem jesteśmy przez pracę zmuszeni, okazała się błogosławieństwem. Transmisje Mszy świętych wysypały się na YouTube jak grzyby po deszczu. To już nie domena stacji telewizyjnych, czy specjalność znanych sanktuariów. Teraz każda parafia, i wcale nie tylko ta z dużego miasta, mając proboszcza o dobrych chęciach, odrobinie odwagi i smykałce do techniki (bądź wikarego z takimi uzdolnieniami), może transmitować Eucharystię. To co się dotąd rzadko spotykało, a teraz stało się standardem, to widok elegancko ubranej rodziny przed ekranem. Właśnie są w swojej parafii, albo na Jasnej Górze, bądź w Łagiewnikach. Niektóre panie nawet mają torebki, siła przyzwyczajenia…

Triduum Paschalnego ogromnej większości z nas nie udało się przeżyć inaczej jak w łączności on-line z parafią. To nie to samo, co w Wigilię Paschalną siedzieć w ławce w swoim kościele, czekać aż światło świec zapalanych od Paschału rozjaśni mrok świątyni i patrzeć na twarze innych parafian rozświetlone ciepłym światłem płomyków oraz radością i wzruszeniem. Tego się w domu nie da odtworzyć. Ale to też zupełnie nie to samo, co siedzieć w odcięciu od wszelkiej celebracji, mając jedynie możliwość przeczytania tekstów liturgicznych na ten dzień.

Paradoksalnie śniadanie wielkanocne stało się dla wielu osób, szczególnie tych przyzwyczajonych do świętowania w licznym gronie, większym wyzwaniem. Ze względów bezpieczeństwa babcie, dziadkowie i starsze ciocie zostali w swoich domach. Zaopatrzeni przez bliskich w faszerowane jajka, babki wielkanocne i słoiki żurku z białą kiełbasą, ale mimo What’s Appa i długich rozmów telefonicznych samotni.

Zastanawiam się w ten piękny, świąteczny dzień czego nas to wszystko ma nauczyć. Po pierwsze przychylam się do tych głosów, które od dawna mówią, że mamy docenić to, co wydawało nam się dotąd oczywiste. Kościoły otwarte, sakramenty dostępne, do mamy – cioci – dziadka można zawsze wpaść, wnuka – wnuczkę można spotkać jak nie dziś to jutro, można iść do lekarza, na siłownię, wypić kawę z przyjacielem, wysłać kartki z życzeniami z poczty. Teraz ta zwyczajność chwilowo (jak ufam) nie obowiązuje. Teraz odkrywamy, że każda najdrobniejsza, codzienna rzecz, czy aktywność jest darem. Takie spojrzenie na rzeczywistość powinno budzić nie gorycz, tylko wdzięczność, choć nieco zaprawioną smutkiem.
Po drugie zgadzam się również z opinią, że to jest dla chrześcijan czas czynienia dobra, że jesteśmy do tego wezwani przez Pana Jezusa. To dobro to liczne i długie rozmowy telefoniczne z tymi, którzy są sami lub gorzej znoszą izolację, to kostka drogocennych drożdży, którą podarujesz sąsiadce, to rękawiczki, maseczki lub płyn do dezynfekcji, który kupisz nie tylko sobie, ale i komuś w potrzebie. To uprzejmość w kolejce, przepuszczenie przed sobą lekarki czy pielęgniarki. To wreszcie te babki i mazurki, które się upiekło i zawiozło dziadkom i ich niemłodej sąsiadce.
Po trzecie to sprawdzian z naszej wiary. Pojawiają się głosy, że część z tych, którzy odkryją, że nie muszą chodzić do kościoła, już do niego nie wróci. Moim zdaniem dzisiejsza sytuacja może tylko przyspieszyć w tym względzie to, co i tak by się przydarzyło, albo po prostu odkryć prawdę o powierzchowności religijnych praktyk części wiernych. Tym, którzy myślą i czują inaczej powinno to dać do myślenia.

Są tacy, dla których pozbawienie świąt zewnętrznej, rodzinnej otoczki, dyskredytuje je i czyni nieważnymi. „Co to za święta” – narzekają. A to jest Wielkanoc jak każda inna. Grób jest pusty. Chrystus Zmartwychwstał. Prawdziwie Zmartwychwstał. Radujmy się! Alleluja!

Foto: Autorka

O autorze

Marta Dzbeńska-Karpińska

Marta Dzbeńska-Karpińska

Z wykształcenia politolog i manager, z wyboru fotograf i dziennikarz. Autorka książki i wystawy „Matki: mężne czy szalone?” Żona i mama trójki dzieci. Fanka czarno-białej fotografii analogowej. Bardzo lubi ludzi, spacery i muzykę, a niekiedy także gotowanie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: