Wiara

Biedny Brat Bonifacy (IX)

Dla Sylwii, która odeszła w wigilię

Sto trzydziesty siódmy opłatek, i w dodatku w styczniu, to już naprawdę za dużo…! Proboszcz ledwo stoi na nogach, Brat Bonifacy sapie, tylko Ksiądz Kanonik jak zwykle ożywiony. Właśnie zaczął wyjaśniać problem Epifanii, czyli święta Objawienia Pańskiego, w którym „trzy w jednym”!

No bo widzą Panie – kanonik perorował z wyraźnym zadowoleniem – te trzy litery, które kreślimy kredą na drzwiach naszych domów, to C – jak Cogito, M – jak Matrimonium i B – jak Baptismus. Chociaż dużo bardziej swojsko brzmi: Kacper, Melchior i Baltazar, kanonik zaśmiał się zbyt głośno. Bóg objawia się mędrcom, którzy szukają mądrości, daje się poznać w cudzie przemiany wody w wino podczas godów w Kanie Galilejskiej oraz ukazuje swoją moc podczas chrztu w Jordanie. No ale najczęściej nazywamy Epifanię świętem Trzech Króli.

– Ach, ci magowie ze Wschodu to postaci na wpół legendarne, nie przywiązywałbym do nich takiej wagi – żachnął się proboszcz.

I nie zapominajmy o czwartym królu – próbował dodać swoje trzy grosze Brat Bonifacy (nie mylić z Baltazarem) – okrutnym Herodzie, który na wieść o narodzeniu Mesjasza przeraził się, a z nim cała Jerozolima, jak czytamy w Ewangelii.

– A trzej wędrowcy ze Wchodu wrócili do swojej Ojczyzny – dodał proboszcz.

– Wszystko dzięki temu, że w nocy ukazał się im anioł, który ujawnił nikczemne plany Heroda. We śnie ostrzegł naszych monarchów – dopowiedział Bonifacy.

Naszych? Czyli jednym z władców był król Polski? – pani ubrana w niebieski kostium (gdyby dodać kilka gwiazdek, mogłaby wystąpić jako Unia Europejska!) wyraźnie zaaferowała się możliwością wrzucenia do stajenki któregoś z naszych królów. Taki Jan III albo Stefan Batory, czemu nie?!

Proboszcz, wyraźnie zdegustowany wprowadzeniem do konwersacji dyskursu „Epifania a sprawa polska” (Zaraz z Betlejem zrobią mi Smoleńsk!, pomyślał, bo chociaż tragedia smoleńska leżała mu mocno na sercu, jednak nie chciał upolityczniać opłatka), ruszył do kontrnatarcia:

– Droga Pani, w Polsce od kilku lat trwa regularna wojna. Co świętujemy szóstego stycznia, a właściwie: jak zapisać na drzwiach symbol błogosławieństwa?

C + M + B + 2018,

a może jednak

K + M + B + 2018?

Nastąpiła cisza, jak to zwykle bywa cisza przed burzą, która już za chwilę wybuchnie (zwolennicy wersji łacińskiej „Casper” kontra wyznawcy rodzimego „Kacper”), i ruszą do boju jak młodzi ułani, jednak… nieoczekiwanie głos zabrała Kamila Bała.

Bałabym się… – zaczęła dość wolno – zbyt filologicznego podejścia do problemu. I miała zamiar coś powiedzieć, ale nie powiedziała, nie zdążyła przyśpieszyć (niczym trzej mędrcy z wiersza Baczyńskiego, którzy tak się do Betlejem śpieszyli, że zapomnieli o prezentach – zabrali ze sobą tylko „myśli pełne grzechu”), bo równie nieoczekiwanie odezwała się Lady in Blue w te oto słowa:

Ach, wszakże problem jest prosty: mamy wśród nas trzech kapłanów, niczym trzech mędrców ze Wschodu, niech nam to wyjaśnią. I ustalmy wersję parafialną, bo w jaki sposób świętują w Gdańsku albo w Honolulu, to nie ma dla nas żadnego znaczenia. Ustalmy wreszcie na wieki wieków, co mamy wypisywać na drzwiach. Ja wiem, że księża odpowiedzą, iż „ważne, by z wiarą pisać, a słowa są wtórne”, ale… skoro już święcimy tę kredę, to warto ogłosić jakieś parafialne Credo!

Nastąpiła kłopotliwa cisza. W tej ciszy, gdybyś tak ucho natężył ciekawie, można było usłyszeć serc bicie trzech wędrowców, którzy w Betlejem patrzą na Dzieciątko. I staje się cud – jak w swojej balladzie pisze Krzysztof Kamil Baczyński (K+K+B) – mędrcy z zachwytem doświadczają przemiany, inni wrócili do swej Ojczyzny. „Powracali, pośpieszali z wysokości/ trzej królowie nauczeni miłości”.

Jednak cisza nie mogła trwać wiecznie, więc w końcu odezwał się Ksiądz Proboszcz:

To może wszystko wyjaśni Brat Bonifacy? On tu najmłodszy, jeździ na studia, najlepiej zna się na teologii.

Brat Bonifacy poczuł wbite w niego spojrzenia niewiast.

A może lepiej Ksiądz Kanonik? On tutaj najstarszy, a wiadomo, że doświadczenie i mądrość duszpasterska zawsze znajdą właściwą drogę.

Wszyscy zwrócili się w stronę księdza kanonika, który uniósł brew i – wbrew oczekiwaniom, bo najczęściej odmawiał udziału w debatach, a spory zbywał jednym zdaniem (złożonym z trzech słów: „Co za herezje…!”) – zaczął wyjaśniać problem napisów kredą na drzwiach.

Moim zdaniem całość jest trochę śmieszna, żeby nie rzec żałosna. Co roku katolicy walczą z katolikami o to, jak pisać! Jak ktoś nie umie pisać, niechże wróci na kurs kaligrafii. C albo K, jaka to różnica? Gdybym był Episkopatem Polski wydałbym dokument, iż należy pisać… (tu urwał, ponieważ coś mu nagle wpadło do głowy, ale po chwili zaczął znowu) taki dokument, w którym nie tyle coś nam każą, bo jak ludzie usłyszą rozkaz, to zrobią na złość przeciwnie, ale powinno być w tym dokumencie, że zachęca się, że proponujemy, że dobrze byłoby…

– Niechże już Kanonik powie, co takiego proponujemy…! – wrzasnęła Niebieska, która z natury niecierpliwa była. I jeszcze trochę roztrzepana.

Ciii… – szepnęła Pani Kamila, bowiem bała się, że kanonik zamknie się w sobie i już nigdy nikt nie dowie się, co miał na myśli – niech Ksiądz Kanonik powie wreszcie, co ma na myśli, i uśmiechnęła się do kanonika.

A ten westchnął, zamknął na chwilę oczy, ponownie popatrzył na towarzystwo opłatkowe i powiedział dobitnie:

J + M + J…!

Trzeba pisać J + M + J, Jezus, Maryja i Józef. Jak Polska długa i szeroka niechaj tak wszyscy piszą na drzwiach. W stulecie odzyskania niepodległości przestańmy się kłócić i spierać, nie skaczmy sobie ciągle do oczu (co dotyczy nawet duchownych) – tutaj kanonik łypnął na dwóch młodszych – a zacznijmy budować prawdziwą rodzinę. Na wzór rodziny Jezusa, Maryi i Józefa. Świętej Rodziny z Nazaretu. No ale żeby taki dokument ogłosić, to musiałby jakiś nowy kardynał Wyszyński uderzyć w dzwon.

Kanonik sapnął. Wszyscy, zasłuchani w jego propozycję, rozmarzyli się. Cała Polska świętorodzinna. Cała Polska nazaretańska. I jeszcze z gwiazdą betlejemską nad orłem w koronie. Ale czy to w ogóle możliwe?

Czy to w ogóle możliwe? – zapytał retorycznie (a właściwie patetycznie) ksiądz kanonik. –Wystarczy wierzyć cuda. I wszystko się uda! Polonia Christiana! A za kilka lat napiszą w Wikipedii pod hasłem Święto Trzech Króli: „Pamiątka pokłonu, który Mędrcy ze Wschodu – Kacper, Melchior i Baltazar, oddali w Betlejem nowonarodzonemu Mesjaszowi. Wedle tradycji w tym dniu na drzwiach umieszcza się napis, prosząc Boga o błogosławieństwo. Od 2018 roku napis J + M + J oznacza, że mieszkają tam Polacy”.

Kamila uśmiechnęła się do Niebieskiej. Niebieska spąsowiała. Nasi księża zamyślili się.

Czas kończyć tegoroczne spotkanie – powiedział Ksiądz Proboszcz. – Dziękuję wszystkim za wszystko. A szczególnie Księdzu Kanonikowi za świadectwo wiary, patriotyzmu i miłości do Kościoła. I do naszej parafii. Jak dobrze, że kanonik jest z nami!

Co by to było, gdy Księdza Kanonika nie było – pisnęły panie i rzuciły się, by znowu kanonika wyściskać i wycałować.

A za dziesięć lat napiszą w Wikipedii, że skrót J+M+J oznacza imiona mędrców, którymi byli amerykańscy biznesmeni Jack, Micheal i John. Albo w wersji feministycznej: Jennifer, Margaret i Joan – powiedział na ucho proboszczowi Brat Bonifacy, który lubił mieć ostatnie słowo. Powiedział to na tyle głośno, że wielu uczestników usłyszało jego cierpkie żarty.

Na szczęście nie usłyszał tych złośliwości kanonik – albo i usłyszał (!) – bo rzucił w stronę odchodzących z niewinną minką:

– A wiecie Państwo, dlaczego święty Józef nie został joginem?  

 

Ilustracja: Henry Siddons Mowbray, Adoracja Mędrców (1915)

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: