Społeczeństwo

Chleb nasz powszedni

Pamiętam, gdy byłem małym chłopcem, to babcia przystępując do krojenia chleba najpierw robiła na bochenku znak krzyża. I nie chodziło tylko o gest religijny czy tradycję wyniesioną z kresowego domu jej rodziców. W tej krótkiej chwili koncentrowała się cała filozofia, stosunek do chleba i żywności jako Bożego daru.

U babci nic się nie marnowało: czerstwe pieczywo i inne niezjedzenie produkty „uzupełniały” dietę zwierząt domowych: kur, psów i królików. Doskonale działał także system, który dziś nazywamy segregacją śmieci i recyklingiem – każda rzecz była wykorzystana do końca lub wielokrotnie. I dopiero rzeczy lub ich pozostałości, których nie można było już przetworzyć lub zagospodarować, lądowały w kuble na śmieci.

Piszę o tym dlatego, że my żyjąc od wielu lat w sytości i pełnej dostępności wszelkich dóbr oddalamy się od takiej prawdy życia (filozofii) gdzie wszystko, nawet najmniejsza rzecz, miała swoją wartość i miejsce w hierarchii. Obecnie wszystko jest „fast” i jednorazowego użytku. Pokoje naszych dzieci wypełniają stosy zabawek, które po pierwszym zachwycie wylądowały w kącie. Nasze szafy pękają w szwach od ubrań, które miesiąc po kupieniu wyszły z mody. Nasze szuflady zamieszkują stada telefonów komórkowych, które wymieniamy na nowe co dwa lata.

Niegdyś, w czasach mojej babci, ale i później, mojej młodości, popsute rzeczy się naprawiało. Dziś kupujemy nowe. Więcej, to często moda nakazuje nam nabycie nowej komórki, tabletu lub innego gadżetu. Sami producenci nakręcają konsumpcję wypuszczając na rynek produkty o zaprogramowanej „żywotności”: zmywarka pół roku po zakończeniu gwarancji nadaje się na złom, aparat fotograficzny po zrobieniu iluś tysięcy zdjęć po prostu przestaje działać, elektronika w samochodzie nie nadaję się do naprawy i trzeba kupić nowy moduł. I tak przeszliśmy ze świata, w którym rzeczy były dla człowieka do rzeczywistości gdzie to my jesteśmy niewolnikami przedmiotów, za którymi ciągle biegamy, pożądamy, wymieniamy, na które zarabiamy, a nawet się zapożyczamy.

To samo dzieje się z żywnością. Wystarczy spojrzeć na wózki w supermarkecie – wypełnione po brzegi produktami w ilościach, których ich nabywcy nie są w stanie spożyć przed terminem ważności. Potem gros tej żywności ląduje na wysypisku śmieci. Według danych statystycznych aż 40 procent Polaków przyznaje się do wyrzucania żywności. Ogółem na śmietniku ląduje ponad dwa miliony ton jedzenia rocznie. Głównie wyrzucamy wędliny, warzywa, owoce i jogurty. Na drugim miejscu tej listy zajmuje pieczywo, czyli chleb nasz powszedni. I dlatego teraz, w okresie karnawału, świeżo po „przeżartych” świętach Bożego Narodzenia, warto kupić w piekarni bochenek prawdziwego chleba, przyjść do domu, zrobić na nim znak krzyża, pokroić i zjeść kromkę ze świeżym masłem. Na zdrowie i amen.

O autorze

Rafał Karpiński

Rafał Karpiński

Mąż, ojciec jednej córki i dwóch synów. Człowiek wielu zawodów i zainteresowań. Konserwatysta. Miłośnik historii dwudziestego wieku.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: