Historia

Chrzest Polski, chrzest księcia Mieszka I

Przyjęcie wiary chrześcijańskiej z łacińskiego Rzymu przez księcia Polan Mieszka było aktem, który w zdecydowany sposób wpłynął na całą historię późniejszej Polski. Zbliża się okrągły, 1050 jubileusz tego wydarzenia w związku z tym ożywają dyskusje nad motywacją, jaką kierował się piastowski władca przy podejmowaniu decyzji.

Warto uściślić kilka spraw, związanych z doniosłym wydarzeniem 966 roku.

Chrzest księcia nie był jednoznaczny z chrztem Polski i to z kilku powodów. Coś takiego jak Polska jeszcze nie istniało. To termin późniejszy, który zmieniał zresztą znaczenie wraz z upływem wieków. Były ziemie zamieszkane przez proto – polskie plemiona, które podlegały władzy księcia Mieszka. Władza ta nie była zresztą taka pewna jakby się nam mogło wydawać. Chrzest władcy nie oznaczał automatycznie chrztu wszystkich mieszkańców tych ziem. W kąpieli chrzcielnej zanurzyło się zapewne zaraz po księciu najwyżej kilkanaście osób – członkowie jego drużyny, dworzanie. Proces ewangelizacji ziem piastowskich trwał przez następne stulecia.

Chrzest nie został Polanom narzucony siłą jak to czasem można przeczytać na internetowych forach rodzimowierczych. Tu zresztą ujawnia się jedna z licznych niekonsekwencji neopogańskiej wizji historii Polski. Jeśli pogańscy Słowianie reprezentowali siłę i aktywność, jak chciał widzieć to Jan Stachniuk, twórca neopogańskiej Zadrugi, to czego się przelękli tak bardzo, że przyjęli wiarę niosącą ze sobą słabość i upadek? Siła przestraszyła się słabości? Może więc wcale ta siła, nie była aż tak silna a słabość tak całkiem słaba?

Prawda jest taka, że dla pogańskich władców plemiennych chrześcijaństwo wydawało się atrakcyjnym projektem polityczno-cywilizacyjnym. Niosło ze sobą ogromny skok technologiczny w każdej praktycznie dziedzinie, trudny do wyobrażenia. Wszystko to, co uchowało się z wiedzy antycznej do czasów średniowiecza w zachodniej Europie reprezentował Kościół. Sprowadzając na swoje ziemie przedstawicieli Kościoła władcy automatycznie zapewniali sobie ludzi posiadających rzadkie w tym czasie umiejętności – czytania i pisania w uniwersalnym języku czyli po łacinie, znajomość astronomii, podstawy matematyki, wiedzy o ekonomii, teorii polityki i medycynie. Wraz z mnichami benedyktyńskimi na ziemie słowiańskie docierać zaczęły z czasem nowe technologie w takich dziedzinach jak rolnictwo, hodowla i przetwórstwo spożywcze.

Przyjmując chrzest książę przestawał być władcą barbarzyńców a stawał pełnoprawnym podmiotem dyplomacji w chrześcijańskiej Europie i był to niekwestionowany awans polityczny. Również w stosunkach wewnętrznych chrześcijaństwo było elementem korzystnym z punktu widzenia spójności władzy. Przed przyjęciem chrztu Słowianie wyznawali wielobóstwo, najprawdopodobniej nie posiadali nawet jednolitego panteonu bogów, analogicznego do greckiego Olimpu. Wydaje się, że każde plemię mogło mieć swojego boga – opiekuna i swoje miejsce kultu. Wprowadzając nową, uniwersalna wiarę książę w pewien sposób znosił podziały między poddanymi, teraz wszyscy, i władca i wojownicy i prości ludzie czcili tego samego Boga. Chrześcijaństwo ze swa filozofią polityczną legitymizowało w dodatku władzę doczesną jako ustanowioną przez Boga.

Ważną kwestią, którą musiał książę rozstrzygnąć była decyzja – z czyich rąk przyjąć chrzest? Czy ze strony Kościoła Wschodniego, podlegającego politycznie cesarzowi bizantyjskiemu lecz pozostającego jeszcze w pełnej jedności z Rzymem? Czy przyjąć chrzest w obrządku łacińskim? Decyzja była ważna, gdyż ustawiała księcia i jego następców w określonej konfiguracji zależności feudalnych. Nie ma w tym nic niezwykłego – w średniowieczu praktycznie każdy był czyimś poddanym i zarazem czyimś suwerenem. Należało jednak mądrze wybrać. Mieszko nie postąpił tak, jak władcy sąsiedniej Rusi uznając widocznie odległego basileusa w Konstantynopolu za zbyt niepewnego protektora. Nie przyjął też chrztu ze strony żadnego z władców wschodnich marchii niemieckich słusznie zapewne uważając to za drogę do łatwego zdominowania i podporządkowania swoich ziem ekspansywnym książętom zza Odry. Chrzest przyjęty z Rzymu za pośrednictwem czeskich pobratymców tworzył podwaliny niezależności politycznej i ustalał na następne stulecia model współpracy pomiędzy władcami Polski a papiestwem.

Nie siedziałem w głowie księcia Mieszka gdy rozważał on czy przyjąć chrzest i z czyich rąk – rzymskich czy bizantyjskich. Nie potrafię powiedzieć, jakie były jego myśli i uczucia, czy przyjął nową wiarę szczerze, czy tylko na pokaz jak chcieli by widzieć niektórzy. Myślę jednak, że jak wielu mu współczesnych ludzi, takie sprawy traktował poważnie i odrzucając bogów przodków a przyjmując Chrystusa jako swego Pana robił to całym sercem.

Czy Polanie mogli postąpić inaczej? Z całą pewnością tak. Co by ich czekało – łatwo zgadnąć śledząc losy tych pobratymców Polan, którzy jak Obodrzyce i Połabianie nie stworzyli własnego państwa i pozostali przy wierze swoich pogańskich ojców. Jedynym śladem po nich jest kilkanaście linijek tekstu w różnych niemieckich kronikach, dziwne nazwy paru niemieckich miejscowości i kosteczki, które bieleją w piachach Meklemburgii – Vorpommern. Nie zostali eksterminowani jak chcieli by to widzieć niektórzy dzisiejsi neopoganie – ich kultura okazała się na tyle słaba, że ulegli w ciągu stuleci stopniowej germanizacji a ich potomkowie są dzisiaj zwyczajnymi Niemcami.

W moim odczuciu zastanawianie się nad tym, czy lepiej było by dla Polski nie przyjmować chrztu jest zupełnie bezprzedmiotowe.

Foto: archidiecezja.pl

O autorze

Marcin Bąk

Marcin Bąk

Studiował dziennikarstwo i historię, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych audycji radiowych popularyzujących
historię w Radiu Józef, tworzył cykl audycji dla Radia PLUS, współpracował z TV Misericordia. Aktualnie prowadzi programy w TV Republika. Autor tekstów popularyzujących Europejskie Sztuki Walki między innymi w miesięcznikach: "Mówią Wieki" i "Wiadomości Historyczne". Instruktor szermierki sportowej, zajmuje się też szermierką historyczną i choreograficzną oraz boksem francuskim - savate, których naucza w warszawskiej Wszechnicy Szermierczej. Żonaty, ojciec Marysi i Tymoteusza.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: