Wiara

Maria Salome

Wstań! Albo będziesz święty, albo będziesz nikim

(ks. Piotr Pawlukiewicz)

Matka synów Zebedeusza, pobożna Salome, wyrusza na Jasną Górę. W stulecie cudu nad Wisłą. I w stulecie urodzin Papieża. I jeszcze w stulecie poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa (Jasna Góra, 27 lipca 1920). Wyrusza w intencji swoich synów, Jakuba i Jana (po naszemu będzie: Kuby i Janka), którzy nie pojadą, bo „każda chwila jest cenna”. Każda chwila jest cenna, a w życiu piękne są tylko chwile, wzdycha Matka Salome. Wspominając piosenkę Dżemu. Taki stary dżemo-song. W głębi serca cieszy się, że jej dzielni synowie powtarzają biologię, chemię, historię, łacinę, geografię oraz matematykę. Matematyka to królowa nauk, wzdycha znowu Matka Salome, więc wypada pielgrzymować do Królowej Polski w intencji matury. I nie tylko. Nie tylko matury…

Matka synów Zebedeusza, pobożna Salome, klęka w kaplicy jasnogórskiej. Godzina 9:30. Wychodzi msza. Jakiś młody ksiądz, trochę podobny do księdza Daniela z Bożego ciała. Albo do księdza Damiana z Białej sukienki. I nawet akcent ma taki aktorski, gdy zaczyna mówić kazanie. O Wielkim Poście kazanie. No bo przecież w Wielkim Poście wypada wielkopostnie. „Wszystkiego w Wielkim Poście powinno być MNIEJ! Mniej jedzenia. Mniej picia. Mniej zabawy. Wszak to czas świętego umordowania”. Umordowana Matka Salome westchnęła. Nad sobą i nad światem. I nad swoimi synami (Kubą i Jankiem). I nad maturą. „Jednak z tego MNIEJ pochodzi jakieś niesamowite WIĘCEJ”, kontynuuje ksiądz i unosi w górę dłoń. Wyraźnie celuje w niebo. „W wielkopostnym czasie ma być WIĘCEJ dobroci, modlitwy i świętości. IM MNIEJ NAS – TYM WIĘCEJ BOGA. Tym więcej w nas Boga, który wszystko może. Który do końca nas umiłował”.

Matka synów Zebedeusza, pobożna Salome, idzie drogą krzyżową. Otoczona garstką maturzystów staje najbliżej krzyża. Myśli o Weronice i o Cyrenejczyku. O umiłowanym Janie i o Marii z Magdali. O Dobrym Łotrze i o żołnierzu z włócznią. I jeszcze o setniku, który uwierzył na wzgórzu Golgoty. O swoim życiu myśli. O tym wszystkim, co było jej krzyżem. Idzie powoli, zatrzymując się przy kolejnych stacjach.

Matka synów Zebedeusza, pobożna Salome, wraca do domu. Spokojna. Z lekkim uśmiechem Giocondy na twarzy. Nie ma w niej pośpiechu, niepokoju i smutku. Jest cicha radość. Cicha radość serdecznej matki. Serdecznej, bo w sercu. No właśnie… Bo przecież stulecie poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Matka synów Zebedeusza poświęciła swoje dzieci Sercu Pana Jezusa. Po schodkach wdrapała się do kaplicy w jasnogórskiej bazylice. Modliła się tam przez chwilę, wpatrzona w figurę Najświętszego Serca Pana Jezusa. A potem podniosła wzrok wyżej. Do nieba…? Nie, nawet nie to. Na maleńki witraż z Jezusem, Marią Małgorzatą i tym prostym napisem, umieszczonym na błękitnej szarfie. Błękitna wstążka w witrażu? No tak. I jeszcze te słowa, siedem słów.

TO SERCE

CO TAK BARDZO

KOCHA LUDZI

Matka synów Zebedeusza patrzyła, patrzyła i patrzyła. Swoje serce wpisując w To Serce. Swoje życie powierzając Jemu.

To Serce… powiedziała cicho.

Cor ad cor… dodał kard. Newman.

Czas to miłość, westchnął kard. Wyszyński. Stefan.

Jeżeli nie potrafisz teologicznie, to przynajmniej spróbuj logicznie, uzupełnił… ks. Stefan (z Nazaretu).

Wieczorem Matka Salome zadzwoniła do Rzymu. Nie, nie do papieża Franciszka. Matka Salome dzwoniła do Matki Aliny. Pogwarzyły trochę, bo przecież Roma locuta. Co locuta? Raczej… CO TAK BARDZO! I złożyły sobie życzenia: im mniej nas, tym więcej Boga. W nas. W naszych sercach. A jakie serce… takie będzie życie człowieka. Amen. Alleluja-amen.

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: