Społeczeństwo

Medialne burze o in vitro

Tematy bioetyczne wciąż polaryzują społeczeństwo. Czy to się kiedyś zmieni?

Metoda ta ma zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Termin ten wymaga doprecyzowania, choćby z tego względu, że obejmuje także interwencje medyczne o charakterze terapeutycznym, wspomagającym, i ma na celu poczęcie nowego życia w wyniku aktu małżeńskiego. Termin też używany jest na określenie zabiegów, wykluczających akt seksualny. Są to choćby sztuczne inseminacje, w wyniku których wprowadza się nasienie męskie do organizmu kobiety poza aktem seksualnym, bądź też zapłodnienie pozaustrojowe dokonujące się poza organizmem matki.
Pierwsze dziecko, które powstało tą metodą w Polsce, przyszło na świat w 1987 roku było to 9 lat po fakcie narodzin dziecka tą metodą w Wielkiej Brytanii (Louis Brown przyszła na świat 25 lipca 1978 roku).
Jedni na tak, drudzy na nie           

 „In vitro ” dosłownie oznacza „w szkle”, ponieważ zapłodnienie zazwyczaj dokonywane jest w probówce( naczyniu szklanym). Wymaga wcześniejszego przygotowania. Kobietę poddaje się specjalnej kuracji hormonalnej, gdzie w wyniku jej zmusza się jajniki do wyprodukowania większej ilości komórek jajowych. Pobiera się jajeczka i umieszcza w probówce wraz z nasieniem w specjalnym inkubatorze (przy słabych plemnikach może być konieczne wstrzyknięcie jednego z nich bezpośrednio do komórki jajowej. Po kilku dniach powstałe zarodki wprowadza się do macicy, aby mogły się one tam zagnieździć.
Zapłodnienie kilku komórek jajowych jest konieczne , ponieważ gdy obumrze pierwszy wszczepiony zarodek, można wszczepić kolejne. Wiele emocji budzi sposób przeprowadzania metody, co generuje konflikty przeciwników i zwolenników. Jedni uważają że za „chęcią” posiadania dziecka kryje się konkretna wartość, dobro, a nie tylko realizacja pragnienia. Niepokoi ich sposób pozyskiwania zarodków. Zwolennicy metody zarzucają brak zrozumienia chęci zrodzenia i posiadania dziecka, autentycznego dramatu, jaki tacy ludzie doznają.

Co na ten temat Kościół?

Techniki te nie są akceptowane przez Kościół rzymsko-katolicki, gdyż w widoczny sposób naruszają naturalny związek współżycia seksualnego pary małżeńskiej oraz prokreacji.
Za pierwszą formalną wypowiedź Kościoła w sprawie technicyzowanej inseminacji uważa się stanowisko Stolicy Apostolskiej, wyrażone 17 marca 1897 roku, gdzie wypowiedź Świętego Oficjum zatwierdzona przez papieża była przeciwna.
W sprawie wspomaganej inseminacji wypowiadał się kilka razy papież Pius XII.
Pierwszy raz w przemówieniu „Do Uczestników IV Międzynarodowego Kongresu Lekarzy Katolickich( 29 września 1949 roku)
Następnie „Do Uczestników kongresu Katolickich Unii Położnych Włoskich ( 29 października 1951 roku) „Do Uczestników II Światowego Kongresu na temat płodności i bezpłodności (19 maja 1956 roku).
Na uwarunkowania w przekazie życia uwagę zwrócił także Jan XXIII w „Mater et Magistra”, wskazując, że przekazywanie życia odbywa się na drodze wolnego i świadomego aktu osobowego i że nikomu niewolno stosować takich metod czy środków, które są dozwolone jedynie w przekazywaniu życia wśród roślin czy też zwierząt.
Problematyka technicyzacji ludzkiej prokreacji in vivo jak i in vitro , stała się też jednym z tematów Instrukcji o szacunku rodzącego się życia i godności jego przekazywania- Donum vitae z 22 lutego 1987 roku. Według stanowiska Kościoła, embrion ludzki powinien być uważany za osobę już od chwili poczęcia, powinno się bronić jego integralności.
Temat ten porusza także Instrukcja kongregacji Nauki Wiary dotycząca niektórych problemów bioetycznych – Dignitas personae (Rzym, 8 września 2008 roku).
Kwestie normatywne związane z tym tematem poruszone zostały także na Soborze Watykańskim II, szczególnie w tej części dotyczącej miłości małżeńskiej (nr 50, nr 51), w Katechizmie Kościoła Katolickiego (2376, 2377), Adhortacji Jana Pawła II Familliaris consortio ( Rzym 1981- w tej części, która dotyczy osobowego kontekstu przekazywania życia, dokument Papieskiej Rady ds. Rodziny – Rodzina i prokreacja ludzka. (2006)

 Zapłodnienie in vitro w mediach

Temat zapłodnienia in vitro poruszany był wielokrotnie za pośrednictwem mediów. To one kształtują poglądy odbiorców i sposób patrzenia na wiele kwestii.
Niestety niekiedy dyskusje natury medycznej poddawane są politycznym uwarunkowaniom i medialnym spekulacjom. Kokon pełen wypowiedzi poprawnych politycznie utrudnia często swobodę wypowiedzi. Spłyca to często merytoryczny charakter dyskusji, gdzie wyśmiewane bywają zasady moralności strzeżone przez Kościół. Debata nie powinna polegać na ośmieszaniu żadnej ze stron. Obecnie język argumentacji politycznej i ideologicznej wyparł język argumentacji merytorycznej. Prowadzący bywają stronniczy, nastawieni jednokierunkowo, rozstrzygający wszystko jednym zdaniem, na zasadzie schematu atak- obrona. Nie ma w tak prowadzonej dyskusji miejsca na prawdę i prezentację stanowisk wszystkich uczestników (por. B. Mierzwiński, Kilka uwag o sytuacji w polskich mediach, w: Religia a mass media, Ząbki 1997, s. 65-66).
Tematyka zapłodnienia in vitro często jest przedstawiana jednostronnie. Gdy chodzi o tematy bioetyczne mamy do czynienia z silną polaryzacją społeczeństwa i wręcz koniecznym zajęciem stanowiska. Prawo moralne zasadniczo bowiem różni się od prawa cywilnego. Jest to fakt bezsprzeczny. Pierwsze opiera się zasadniczo na fakcie bycia człowiekiem. Ono tkwi w naturze ludzkiej i są związane ze sobą na mocy aktu stwórczego. Drugie odnosi się i traktuje człowieka w kategoriach obywatela. Nie oznacza to jednak tego iż kwestie dotyczące technicyzowanej prokreacji należy sprowadzać do wojny ideologicznej. Sprawa związana z zapłodnieniem in vitro zaczęła się „zaostrzać” po roku 2007, kiedy pojawiły się zapowiedzi refundacji metody ze strony państwa polskiego. Pojawiały się wówczas liczne artykuły na ten temat. Zdano sobie sprawę, jak wiele istnieje klinik zajmujących się zapłodnieniem in vitro.

Idealny sposób na debatę?

 W tak „delikatnych” debatach, dotyczących tematyki bioetycznej należy wystrzegać się skrótów myślowych, które mogły by zostać niezrozumiane, czy błędnie zinterpretowane.
Chodzi o debatę medialną w której biskupi przyrównali in vitro do aborcji. Był to pewien skrót myślowy, ale pojawił się on w mediach i został odczytany jako oburzający zwłaszcza dla osób, które skorzystały z tej metody.
Wówczas dziennikarze „Gościa Niedzielnego” dla potrzeb pracy zawodowej, zbadali „losy’ embrionów po przeprowadzonej metodzie. Może to nie medialne, ale dane które zebrano były zatrważające.
Część z nich została potraktowana jako odpad, po udanym eksperymencie, niektóre zostały palone, zmywane, wylewane do ścieków kanalizacyjnych.
Z punktu widzenia prawnego nie można jednak takich zarodków adoptować, także tych, które zostały powołane, ale niewykorzystane, ale także i tych przeznaczonych na selekcję.

Często zamiast rzetelnej dyskusji, prymat biorą emocje, pragnienie zaistnienia w świecie, w polityce, w środkach społecznego przekazu. Ile mediów tyle różnych sposobów myślenia, a niekiedy też tworzenia nowych racji.
Media wręcz „bombardują” w swoich doniesieniach o kolejnych ciążach celebrytów, co wzmaga u niektórych ludzi nie mogących mieć dzieci, poczucie „chcenia dziecka”.
Szczególnie taki sposób prezentacji jest przedstawiany w kolorowych magazynach, czy tez na portalach internetowych.
Owo pragnienie rozumiane jest bardziej w kategoriach posiadania „czegoś” a nie tyle „kogoś”( „ja” kontra drugi człowiek). Konstytucja Rzeczypospolitej nie daje jednak podstaw do konstruowania prawa do „posiadania dziecka” (art.18, art.47).
Bez wątpienia jest to temat, który współcześnie poddawany jest zaawansowanej debacie w kręgach różnych środowisk. W ocenie powinien liczyć się rzeczowy argument za działaniem, lub przeciwko niemu, a nie postawa entuzjazmu bądź strachu przed zabraniem głosu w debacie. W większości są to debaty nacechowane wysokim poziomem emocjonalności, gdzie nie próbuje się stanąć w opisie tego, ze technicyzowana prokreacja nie jest jedynym sposobem leczenia bezpłodności. Język zaś w debacie jest niezwykle ważny. Powinien być płaszczyzną dialogu we wspólnym poszukiwaniu prawdy i dążeniu do przedstawienia konkretów, do prezentacji tożsamości opartej na hierarchii wartości.
Czasem nawet łagodniejsze podejście (bez zmiany stanowiska) powoduje trwały efekt.
Ks. Marian Machinek w jednej z dyskusji internetowych uwypuklił aspekt dotyczący nieścisłości medialnego przekazu o bezpłodności i metodzie in vitro , co nie pozostaje bez wpływu na opinię publiczną (www.retina.forum.pl).
Salvatore Privitera rozróżnia dwie postawy w podejściu do zagadnień związanych z in vitro . Pierwsza z nich to postawa alarmistyczna, związana z upatrywaniem w danej kwestii niebezpieczeństwa; druga zaś nazwana została przez niego optymistyczną( technistyczną).
W tym drugim przypadku chodzi bardziej o sposób pozyskiwania wiedzy i weryfikacji dostępnych metod na człowieku, tzn. nie używanie człowieka jako środka (por. J. Salij, Rozpacz pokonana, Poznań 1998, s.199). To nie sprawa prywatna. O konsekwencjach i odpowiedzialności trzeba informować uczciwie. W mediach spór o tematy bioetyczne to w zasadzie spór o charakterze światopoglądowym. Zazwyczaj nieprowadzący do konsensusu, ale do słownych przepychanek. Często agresywność języka w debacie wynika z braku konkretnej wiedzy dotyczącej zapłodnienia in vitro. Nauka i technika nie są wartościami najwyższymi. To człowiek nadaje znaczenie tym wytworom. Nie można tej dziedziny globalnie ocenić pozytywnie lub negatywnie. Są bowiem elementy dobre, ale i złe.
Kościół zabiera głos nie w imię kompetencji naukowych, ale ze względu na swoją misję ewangeliczną.

 Jakim „językiem” posługują się media w sprawie in vitro?

Język jakim media się posługują w swoim przekazie nie powinien być nastawiony jedynie na komercjalizację i zapotrzebowanie polityki ideologicznej. Przekaz powinien mieć na uwadze godność każdego, choćby poglądy różnych środowisk były skrajnie odmienne (często padają sformułowania typu: „dziecko z probówki”, „metoda weterynaryjna”, „diabelska inżynieria”).
Zdaniem niektórych organizacji pro in vitro może dojść do sytuacji, że dyskurs zamiast do rzetelnej dyskusji, zostanie sprowadzony do stereotypowych sytuacji, nacechowanych przy tym dużą dozą przemocy, arogancji (por. K. Wiśniewska, Bajka o demonie in vitro , www.wyborcza.pl).
Nie znaczy to, że każdemu należy nakazać podobny sposób myślenia i wypowiedzi.
Media często roztrząsają problemy młodych małżeństw, które dzięki metodzie doczekali się szczęśliwego potomka. Szczególnie komercyjne seriale, które ludzie często utożsamiają z rzeczywistością, wzorując się na nich, gdzie wszelkie problemy są w szybki sposób rozwiązywane.

Ważne jest zrozumienie, tolerancja, ale w znaczeniu „znoszenia” wzajemnego, bez użycia ataków, czy innej formy przemocy. Miłość chrześcijańska jest skutecznym orężem, ale Kościół musi ten oręż wykorzystać. Ze strony Kościoła nie ma bardzo często inicjatywy, jest raczej ofensywa, wobec już spornych narzuconych kwestii, choćby przez różne liberalne partie polityczne. Nie włącza się tematyki in vitro do katechezy czy nauki w seminarium, więc często w debatach medialnych o in vitro Kościół traktowany jest jako „nie dzisiejszy” i „nie postępowy’.Wiele spraw wydaje się prostych i zrozumiałych.
Czy aby na pewno tak jest?
Problem metody często ulega w mediach ujednoznacznieniu. Pozbawiony rzeczowej, merytorycznej podstawy dyskurs, sprowadza się do „wykrzyczenia” swych racji.
Nie służy to jednak niczemu, a jedynie trywializuje jakiekolwiek próby refleksji i rozwiązania kwestii.

Kwestie bioetyczne wciąż dzielą społeczeństwo

 Debata o  in vitro polaryzuje społeczeństwo na dwie grupy: katolicką- traktującą metodę jako wyrafinowaną formę zbrodni oraz liberalną- koncentrującą się wokół poglądu, że ta metoda jest jedyną szansą na leczenie bezpłodności (środowisko „Gazety Wyborczej”).
Jeśli chodzi o to pierwsze środowisko, to kilka lat temu media katolickie kierując się postawą dialogu i wzajemnej otwartości zjednoczyły swój głos w sprawie in vitro .
Wówczas w 6 tytułach katolickich wydano dodatek bioetyczny ( „Gość Niedzielny”, „Niedziela”, „Idziemy”, „Tygodnik Powszechny”, „Przewodnik Katolicki).
Redaktorzy wyrazili chęć dyskusji podkreślając, że nie wszystko technicznie możliwe może być etycznie dozwolone. Potrzeba wciąż refleksji i ostrożności, gdzie szacunek i godność dla życia powinny być najważniejsze.
W debacie należałoby uwzględnić różne punkty problemu, ale oparte przede wszystkim na rzetelności. Problemy zaś należy na samym początku definiować, a nie pozostawiać je swobodnej interpretacji.
Środowiskom liberalnym niekiedy towarzyszy cynizm w prezentacji własnego stanowiska. Należy przez to rozumieć to, że najpierw namawia się poprzez różnorodne, liczne kampanie do wyboru skutecznej i trwałej antykoncepcji a następnie po utraceniu w wyniku długotrwałej kuracji hormonalnej, chce się odzyskać utraconą bezpłodność.
„Jeśli nie rozdzieli się zupełnie dwóch innych poglądów na daną kwestię i prawa do nich, jeżeli takiego rozdziału się nie dokona, sporom nie będzie kresu”.
W tym względzie słowa Johna Locka dopasowują się tematycznie do sporu o in vitro .
Władza i ideologie zmienią się, ale Kościół powinien pozostać tym samym, stać na straży ludzkiej moralności. Kościół będzie miał jednak sens, jeśli będzie Kościołem „ochotniczym”, gdy nie będzie przymusu. Nakazy i zakazy Kościoła muszą mieć swoje źródło w Ewangelii. Wiara bowiem rodzi się w miłości i dobroci, a nie w złości i nienawiści.
Język nastawiony na subiektywny zysk, jest językiem jednokierunkowym, egoistycznym, myślącym o dziecku w kategoriach jego materialnego, fizycznego „posiadania”.
Dziecko jest często traktowane w kategoriach zagrożenia, a nie daru. Staje się w wyniku różnych wydarzeń „przedmiotem” nabycia.
Oglądalność różnych debat wzrasta gdy przekazywane są tam treści temperamentne, odwołujące się w większym stopniu do emocji niż do rozumu.
Jak zwrócił uwagę Jan Paweł II podczas wizyty w rzymskiej parafii: „wydaje się, że wierzący, czyli ochrzczeni, nie potrafią się oprzeć zeświecczeniu , ideologiom, które przeciwne są nie tylko Kościołowi, religii katolickiej, ale religii w ogóle są ateistyczne lub antyteistyczne”
Często informacja traktowana jest jako „towar”, pozbawiony fundamentu prawdy, a skupiony na manipulacji i kłamstwie. Uwagę należałoby skupić na języku wzajemnej komunikacji, który byłby dociekliwy ale nie napastliwy, swobodny, a nie nonszalancki.
Brak solidnej, uczciwej informacji powoduje, że media sprzedają „towar” a nie działają w powinności społecznej i zgodnie z obowiązkiem etycznym, jaki się na nich nakłada. Staja się nie tyle narzędziem informacji, co dezinformacji.
Często zwolennicy metody zarzucają Kościołowi język nienawiści, agresji, inwektywów. Stosuje się utarte slogany, na temat katolickości dokonywanych czynów i konieczności tolerancji pojmowanej jako wehikuł modelujący naukę Kościoła w kwestiach wiary i moralności. Zdarza się, że lekceważy i obraża się ludzi korzystających z naturalnych wyznaczników płodności leżących w sferze fizjologicznej człowieka, zwłaszcza kobiety. Media zaczynają niekiedy „grać” na emocjach. Gdy widzimy kadr z dzieckiem, a następnie płaczącą parę często ludzie to oglądający zapominają o racjonalnych argumentach.
Prymat zaczynają wieść emocje, współczucie, zatroskanie i chęć pomocy tym ludziom tak „dotkniętym przez los”.
Przy czym jest niekiedy tak, że media nie przekazują pełnego poparcia społecznego dla zapłodnienia in vitro . Dyskurs sprowadza się przede wszystkim do płaszczyzny światopoglądowej, ideologicznej aniżeli medycznej.
Przekaz powinien być oparty na prawdzie i rozróżnieniu tego co jest rzeczywistym szczęściem i pragnieniem a co zaspokojeniem potrzeb „posiadania”. Słusznie swojego czasu zauważył Tomasz Terlikowski w artykule „Bronić człowieka przed nim samym” opublikowanym na stronie wp.pl, że do przekazu stosuje się manipulacje słowne na płaszczyźnie nie tylko teologicznej, ale i psychologicznej, gdzie moralność mieszana jest z pragnieniami, które stanowią sferę uczuciową.

Wymagana delikatność i precyzja

 Wciąż jest niezaspokojona potrzeba klarowniejszego, prostszego języka komunikacji opartego o rzeczową argumentację połączoną z realnym faktami. Uważa się ponadto, że Kościół także nie powinien lękać się wychodzić do programów laickich, ale z zachowaniem swej nadprzyrodzonej tożsamości. Nie powinien porzucić objawienia na rzecz przemijalnych poglądów. Ewangelizacja nie powinna pomijać również mediów, które oglądają codziennie miliony ludzi.
W Kościele można byłoby zmienić choćby sam język, który niekiedy brzmi niczym traktat filozoficzny, a rzadko kto rozumie taki hermetyczny język.
Dziecko urodzone za pośrednictwem metod in vitro to owszem także człowiek. Dlatego wszelkie próby poniżania takich dzieci, nie należy przypisywać Kościołowi.
Kościół nie wypowiedział się odnośnie tego, iż te dzieci nie są także elementem Bożego planu. Potwierdził to w konstytucji „Donum Vitae”, traktując każdą istotę ludzką jako dar, który powinien być w sposób odpowiedzialny przyjęty przez rodzicieli (nr10).

W mediach spór o in vitro odnosi się do pytania o granice eksperymentu genetycznego.
Na tym gruncie zawsze będzie istniał konflikt, zależny od indywidualnych postaw każdego człowieka, uwarunkowanych przez daną religię, wychowanie, przekonanie.
Debaty medialnej na ten temat coraz trudniej będzie można uniknąć, bowiem in vitro jest faktem społecznym, religijnym, etycznym.
Jest to bez wątpienia zadanie także dla Kościoła, który wewnątrz winien pozostać spójny i niepodzielny. Nie powinien jednak uciekać przed nowoczesnością i korzystać z narzędzi i osiągnięć świata. Rzetelna debata, pozbawiona kłamstw i inwektywów powstrzyma być może sprowadzenie dyskusji na kościelnych przeciwników i lewicowych zwolenników.
Wykrzykiwanie racji pozbawionych konkretów mija się z celem.

*Artykuł w poszerzonej wersji ukazał się drukiem w publikacji: A. Gębalska, Zapłodnienie in vitro dylematem etycznym współczesności? Ocena metody i niepłodności w małżeństwie na wybranych przykładach relacji polskich metod, w: R. Kowalczyk, W. Machura, J. Sobczak, Pomiędzy wolnością a odpowiedzialnością. Problemy współczesnych mediów, t. 1, Opole 2012, s. 213-229.

Foto: ZEISS Microscopy/Flickr/CC BY-NC-ND 2.0

O autorze

Anna Gębalska-Berekets

Anna Gębalska-Berekets

Doktor. Ukończyła studia doktoranckie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa. Autorka książek i artykułów, w których porusza tematy dotyczące antropologii moralnej, etyki, filozofii, pedagogiki mediów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: