Relacje

O przedziwnym uczuciu

Gdzie zatem, na skali wartości, której szczytem jest „bezgraniczna miłość” a dnem „śmiertelna nienawiść”, możemy umieścić zachwyt? Moim zdaniem właściwym miejscem jest obszar pomiędzy zauroczeniem, a pożądaniem.

Już w pierwszym zdaniu wyrażę to jasno, tak aby nie było wątpliwości: to nie jest tekst o miłości. Nie piszę o miłości z wielu względów, pewnie przede wszystkim dlatego, że brak mi doświadczenia życiowego, szczególnie w sferze emocjonalnej. Zresztą, cóż to byłaby za przyjemność czytać kolejny tekst dotyczący miłości? Przecież od zarania dziejów jest to główny temat poruszany przez twórców i artystów. Ponadto mógłbym się wysilać i pisać, sięgając ku głębi mojej duszy i serca, a i tak nie mam żadnych szans z hymnem o miłości Św. Pawła Apostoła.

Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, możemy przejść do sedna. O czym będzie to tekst? Tu tkwi największy problem. Nie mam pojęcia co to jest. Nie wiem, jak to nazwać. Mogę z ręką na sercu przyznać się do porażki. Z punktu widzenia intelektualnego, z punktu widzenia rozumu czy filozofii, moje rozmyślania nie mają większego sensu. Jest to coś tak niewyobrażalnie pięknego, a zarazem ulotnego i delikatnego, że w chwili, gdy to uczucie się pojawia, cały misterny mechanizm, system obronny, jaki sobie stworzyliśmy, kapituluje bez walki.

Uczucie, które mam zamiar opisać, nie posiada właściwej nazwy. Podczas własnych rozmyślań nazwałem je „zachwytem” i tej formy będę się trzymał w tym tekście, lecz z góry uprzedzam, że nie warto przywiązywać się zbytnio do przekazu, jakie niesie ze sobą to słowo w oryginale. Czym jest zachwyt? Zachwyt jest jak porażenie prądem, zachłyśnięcie, napełnienie się. Jest jednocześnie jak sztorm i bryza. Niesie ze sobą siłę ognia i delikatność mgły. Kruszy mury, topi lody, łagodzi rany i odpędza smutki. Jest jak niespodziewane sięgnięcie ku głębi. Jak zanurzenie się w oceanie. Pewnie ma w sobie coś z narkotykowego upojenia. Jesienny deszcz. Mrok i niepewność letniej nocy. Radość wiosennego poranka i beztroska zimowego wieczoru spędzanego przy kominku. Zachwyt mocuje nam na plecach skrzydła, uspokaja serce, wywołuje uśmiech na twarzy. Pozbawia lęku, wypełnia duszę radością.

Zazwyczaj w swoich tekstach unikam poetyki, ale aby uwydatnić niezwykłość tego uczucia, jestem zmuszony po nią sięgnąć. Bo sztywne ukazanie tego uczucia odziera je z całego uroku.

Zachwyt rzecz jasna dotyczy relacji międzyludzkich. Relacji pomiędzy kobietą i mężczyzną.
Gdzie zatem, na skali wartości, której szczytem jest „bezgraniczna miłość” a dnem „śmiertelna nienawiść”, możemy umieścić zachwyt? Moim zdaniem właściwym miejscem jest obszar pomiędzy zauroczeniem, a pożądaniem. Zauroczenie wymaga przede wszystkim czasu, a zachwyt nie trwa długo i nie niesie ze sobą żadnej dłuższej obietnicy. Pożądanie dotyczy wyłącznie sfery cielesnej, zaś natura zachwytu opiera się na refleksji odnośnie urody; jest wyrażeniem podziwu. Pożądanie, jakkolwiek by go nie odbierać, nie jest z natury czymś moralnie czystym. Zachwyt jest. Zachwyt pojawia się w jednej chwili, przez jakiś czas ci towarzyszy i znika, równie niezapowiedzianie, jak się pojawił. Zauroczenie pozostawia po sobie jakiś ślad w duszy; jest to albo żal, albo neutralność i zniechęcenie, albo ironiczne szyderstwo („Kurde, jak ja mogłem/mogłam szaleć na widok kogoś tak brzydkiego/głupiego/niewychowanego/gruboskórnego/nieczułego etc.”). Pożądanie pozostawia po sobie, w moim odczuciu, niemiłe wrażenie braku kontroli nad własną duszą. Zachwyt jest uosobieniem ludzkiego losu: przychodzi niespodziewanie, niezależnie od naszej woli, odchodzi w dowolnym momencie, najczęściej wtedy, kiedy najbardziej pragnęliśmy go zatrzymać.

Lecz nie pozostawia po sobie tęsknoty. W swojej prostocie, a zarazem w swoim pięknie, jest tak niezwykły, tak niesamowity, tak wymykający się naszej zdolności rozumienia świata, że gdy jest już po wszystkim, gdy już „znormalnieliśmy”, nie budzi on w nas żadnych negatywnych uczuć. Nie można się na niego gniewać. Jest to trochę jak gniewanie się na zachód słońca, albo na tęczę. Po prostu się nie da.

To, co w mojej opinii jest najpiękniejsze, to całkowita niezależność zachwytu od wszystkiego. Zachwyt może odwiedzić cię w każdej chwili, niezależnie od pogody, nastroju, atmosfery, zmęczenia, miejsca lub pory dnia. Ponadto zachwyt nie jest monumentalny czy spektakularny. Zachwyt mieści się w czymś tak drobnym jak spojrzenie, gest, odgarnięcie włosów. Najczęściej objawia się jednak w zwyczajnym istnieniu drugiej osoby. Nagle, fakt obecności w twoim towarzystwie kogoś nieznajomego, promieniejącego oszałamiającym pięknem, urasta do rangi czynnika wpływającego na twoje samopoczucie i napełnia cię przedziwną radością.

Zapewne zawsze będę spoglądał na owo przedziwne uczucie z męskiego punktu widzenia. Mam jednak szczerą nadzieję, że nie należy ono tylko i wyłącznie do mnie. A nawet jeśli, to z całego serca pragnę, by każdy miał okazję zakosztować krótkiej, beztroskiej i niewinnej radości, jaka wiąże się z przeżywaniem zachwytu.

Na koniec to, co najważniejsze: w moim przypadku zachwyt wynika z niemożności ogarnięcia przeze mnie kobiecego piękna. Świat składa się z wielu rzeczy, których nie potrafimy zrozumieć, lecz szczerze przyznam, że tajemnica kobiecego piękna jest tą najpiękniejszą.

Zdaję sobie sprawę, że do grona moich czytelników w sporej mierze zaliczają się kobiety, dlatego na zakończenie, specjalnie dla was, drogie panie, teza pochodząca z książki „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy” Johna Eldredga, z którą w stu procentach się zgadzam:

„Nam, mężczyznom, Bóg sprawił szczególny dar. Zamknął On bowiem w pięknie kobiety cząstkę Swojej boskiej doskonałości”.

Photo credit: epicnom via Foter.com / CC BY-NC

O autorze

Bartłomiej Witeszczak

Bartłomiej Witeszczak

Prawie dziewiętnastolatek. Autoironiczny wrażliwiec, ze sporym dystansem do siebie i własnej twórczości. Filozof z powołania (miłośnik Kierkegaarda), obserwator życia społecznego z zamiłowania. Świadomy katolik. Kocha wolność (i uważa ją za największą z wartości), góry, muzykę progresywną i swoją wspólnotę. Nie znosi ignorancji i pustosłowia. Wierzy w zapomniane wartości, dostrzega sens tam, gdzie inni go nie widzą, nieustannie szuka. I wędruje przez noc. Autor bloga Wędrując przez noc

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: