Wiara

Poradnik homiletyczny (5)

Kazania mówił podobno nie najlepsze

W dawnych czasach wielką popularnością cieszyły się żywoty świętych. Czytelnik, czytając o życiu pobożnym, pełnym wiary, modlitwy i poświęcenia, sam stawał się święty. Tak drzewiej bywało, a dzisiaj…? Dzisiaj czytelnictwo ogranicza się studiowania przewodników turystycznych, książek kucharskich oraz wywiadów-na-rzece z celebrytami ze świata muzyki, filmu i sportu. I jeszcze z politykami. Lepiej nie przyznawać się do znajomości ze św. Augustynem albo św. Katarzyną ze Sieny, gdy wokół wszyscy pasjonują się biografią założyciela firmy Apple albo wyznaniami twórcy Facebooka. Lepiej nie modlić się pod płonącą katedrą wzywając świętej Joanny, patronki Francji, bo przecież – jak sportretował ją Luc Besson – to tylko kolejna „opętana wariatka”. Współczesny odbiorca nie pragnie naśladować dawnych herosów, ponieważ to dla niego „zbyt trudne”. Albo inaczej: to zbyt nudne, by prowadzić codziennie od nowa takie święte, szlachetne życie…! Świętych wygnano do lamusa, gdzie mają śpiewać psalmy i nie wtrącać się w życie nowoczesnych nieśmiertelnych. Smutne to… ateista z satanistą tańczą na grobach świętych nowoczesny danse macabre.

Dlatego warto zainteresować się „dobrym księdzem Detkensem”! Jednym z bohaterów opracowania, którego ambicją było przedstawić portrety, sylwetki, wywiady i wspomnienia o ludziach, których życie było godne i owocne: ich myśli, dokonania i ofiarność stały się drogowskazem. „70 żywotów” to wybór tekstów, którego dokonał Andrzej Paluchowski, publikowanych w „Tygodniku Powszechnym” w l. 1945-1975. W tej niezwykłej septuagincie pomieszczono żywoty „świętych” ludzi, którzy uczą pięknego i heroicznego życia, stanowiąc fundament naszej kultury. Brat Albert i Ojciec Maksymilian, kard. Sapieha i papież Jan XXIII, ks. Korniłowicz i ks. Radziszewski (Idzi, rzecz jasna). Merton i Simone Weil, Maritain i Martin Buber, Mounier i Mahatma Gandhi. Matka Teresa i Albert Schweitzer. Pigoń i Kleiner. Ingarden i Elzenberg. Jasienica i Słonimski. Tak przepisuję w duetach, ale lepiej byłoby ustanowić zespoły trzyosobowe. Fedorowicz – Feldman – Fryde. Koniński – Konopczyński – Kridl. Mauriac – Miciński – Morstin-Górska. I jeszcze „nasz” ksiądz Detkens. „Dobry” ksiądz Detkens.

Ksiądz Edward Detkens to człowiek znany wszystkich miłośnikom JUVENTUS CHRISTIANA, czyli stowarzyszenia katolickiej młodzieży akademickiej, które powstało w Warszawie 3 grudnia 1921 roku z inicjatywy innego Edwarda, księdza Edwarda Szwejnica. Animatorami „juventusiaków” byli warszawscy duszpasterze akademiccy (od Świętej Anny, jak nasz ksiądz Piotr Pawlukiewicz), niezwykła trójka kapłanów: ks. Edward Szwejnic, ks. Edward Detkens i ks. Tadeusz Jachimowski. Organizacja pojawia się zatem w odrodzonej Polsce (jej początki to działalność szkolna w Mińsku Litewskim, już w 1918 r.) i działa aż do roku 1949, kiedy to represje władców nowego socjalistycznego porządku doprowadzają do likwidacji „Juventusu”. Po śmierci ks. Szwejnica (30 lipca 1934 r.), nazywanego wychowawcą młodej inteligencji polskiej, którego kard. Aleksander Kakowski mianował rektorem kościoła Św. Anny i oficjalnym duszpasterzem akademickim (r. 1928), obowiązki „juventusowe” przejmuje jego imiennik i przyjaciel, ks. Edward Detkens.

Ksiądz Detkens urodził się 14 października 1885 r. w Warszawie. Po odbyciu studiów teologicznych przyjmuje święcenia kapłańskie (r. 1908), katechizuje, prowadzi również tajne zajęcia z historii Polski. Po odzyskaniu niepodległości jest prefektem żeńskich szkół średnich w Warszawie, a od 1922 r. włącza się do pracy w „Juventus Christiana”. Oczywiście „winowajcą” tej nowej pasji jest ks. Edward Szwejnic, którego Detkens poznał podczas swoich studiów na Uniwersytecie Warszawskim (studiuje tam teologię i historię sztuki). Ten osobliwy duet księży Edwardów łączyło umiłowanie młodzieży, natomiast diametralnie różnili się pod względem charakterologicznym. Szwejnic miał wrodzony talent organizatorski, był urodzonym przywódcą, wybitnym pedagogiem i autorytetem. Jak pisze Juliusz Eska, autor tekstu w ramach „70 żywotów”, na grobie ks. Szwejnica wyryto słowa:

WÓDZ I PRZYJACIEL MŁODZIEŻY.

Otóż ks. Detkens był przeciwieństwem pierwszego szefa „Juventusu”. Był przyjacielem młodzieży, ale nie był wodzem. Ujmował dobrocią, bezpośredniością, delikatnością, wesołością, poczuciem humoru. Nie potrafił i nie chciał być przywódcą i autorytetem. Kazania mówił podobno nie najlepsze. Był miłośnikiem i dobrym znawcą sztuki, teatru, literatury. Wrażliwy i uczuciowy, zawsze na drugim planie, niejako w cieniu ks. Szwejnica. Po śmierci przyjaciela przez dziesięć lat prowadził „Juventus” (1932-1942), kontynuując to, co rozpoczął ks. Szwejnic – dni skupienia, konferencje i rekolekcje, tradycja pielgrzymek młodzieży akademickich na Jasną Górę; do Św. Anny na msze akademickie ściągają studenci z całej Warszawy. Nadal śpiewa chór akademicki „Ambrosianum”, a materialnym potrzebom żaków zaradza „Pomoc Bliźniemu”.  I tak aż do wybuch wojny…

We wrześniu 1939 r. kościół Św. Anny ulega poważnemu uszkodzeniu: spłonęła część kościoła, budynek mieszkalny oraz ukochana i cenna biblioteka ks. Detkensa, który w tym samym czasie ratował od pożaru ze swego mieszkania przechowywane tam sztandary „Juventus Christiana”. Aresztowany podczas łapanki na ulicy, trafia 4 października 1939 r. na Pawiak. Unika rozstrzelania na Palmirach i wychodzi na wolność w lutym 1940 r. Ponowne aresztowanie ks. Detkensa przez gestapo, na terenie kościoła, następuje w sobotę przed tzw. niedzielą przewodnią (czyli II niedzielą wielkanocną, tj. 30 marca 1940 r.). Cała Warszawa domyśla się, że za zatrzymaniem ks. Edwarda stoi słynny wielkanocny grób z kościoła Św. Anny, ale sam Detkens przekazuje w jednym z grypsów: Siedzę nie za grób, a za Juwentus. Z Pawiaka trafia do Sachsenhausen, a potem do Dachau (jako numer 27831). Gdziekolwiek przebywa, wiernie wypełnia swoją posługę pasterza, który pomaga i pociesza współwięźniów, dając przykład męstwa i ofiarności. Umiera śmiercią męczeńską 22 sierpnia 1942 r. Jan Paweł II beatyfikował ks. Edwarda Detkensa 13 czerwca 1999 r. w Warszawie w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej. Czytając historię jego błogosławionego życia, pomyślałem, że w ramach poradnika homiletycznego warto poznać dobrego księdza Detkensa, którego kazania podobne nie były najlepsze…

Symboliczny grób ks. Edwarda Detkensa na warszawskich Powązkach

I jeszcze dwa cytaty:

Ks. Detkens był indywidualnością, żywym wcieleniem słów wypowiedzianych (…) przez abpa Heldera Camarę na temat stosunków między ludźmi: „Sprawy, której nie mona załatwić dobrocią, nie można załatwić w ogóle” (J. Eska)

Ewangelia uczy nas żyć w Bogu; zwłaszcza teraz wymaga od nas, by coś, a nawet wszystko, złożyć w ofierze: jeden musi życie, inny – pracę albo cierpienie, co w świetle Krzyża Chrystusa ma swój sens, dla nas – może bardzo trudny do zrozumienia, ale przez to można łatwiej wypełnić wielki obowiązek życia. (…) Nasza modlitwa jednoczy nas w niebie i na ziemi.(…) Do widzenia tu, albo tam! (bł. ks. E. Detkens)

70 żywotów, wybór i redakcja A. Paluchowski, przedmowa J. Turowicz, Wyd. Znak, Kraków 1977, ss. 560.

O autorze

ks. Stefan Radziszewski

ks. Stefan Radziszewski

Urodzony w 1971 r., dr hab. teologii, dr nauk humanistycznych, prefekt kieleckiego Nazaretu; miłośnik św. Brygidy Szwedzkiej i jej Tajemnicy szczęścia oraz Żółtego zeszytu św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Czciciel s. Wandy od Aniołów.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: