Historia

Powstanie Nadziei

Sierpień. Mój ulubiony miesiąc, którego nazwa pochodzi od sierpa. Miesiąc żniw, kojarzący się ze zbiorami, ze złotem pól, z palącym jeszcze słońcem, z zapachem kolorowych owoców i zatrzęsieniem warzyw na wiejskich straganach. Jeszcze gorący, jeszcze intensywny, ale już pachnący przełomem, zmianą. Jeszcze lato, pełnia lata, ale już przecież inne powietrze – wszak „od świętej Anki zimne noce i ranki”…

Sierpień to wyjątkowy miesiąc, w polskiej tradycji głównie intensywny czas pielgrzymek. Piętnastego sierpnia przypada najstarsze święto maryjne, czyli Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, w polskiej tradycji ludowej znane jako święto Matki Boskiej Zielnej. Tego samego dnia obchodzimy też święto Wojska Polskiego, ustanowione na pamiątkę historycznej, zwycięskiej Bitwy Warszawskiej w 1920 r. Druga połowa sierpnia również zawiera w sobie wyjątkowy dzień – święto Matki Boskiej Częstochowskiej, tak bardzo ważne w naszej historii i kulturze.

Sierpień. „Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości”. Miesiąc żniw…

W tym wyjątkowym czasie pojawiają się, częściej niż w innych miesiącach, wątpliwości na temat sensu wybuchu największego polskiego zrywu niepodległościowego. Im dalej od Powstania Warszawskiego, im więcej minęło lat, im mocniej zabliźniły się rany, tym częściej pojawiają się chłodne analizy. Na jaw wychodzą dane, fakty. Publikują historycy, debatują politolodzy, opisują publicyści. Poszukiwania sensu ze wszystkich czterech stron i próby odnalezienia piątej strony. Był sens? Nie było sensu? A dowództwo? Sojusznicy? Armia Czerwona? Miasto w ruinie. Co byłoby z Warszawą, gdyby nie powstanie? Architektura, kultura, duch miasta. A cywile? Rzeź na cywilach… Dlaczego ci ludzie musieli dać świadectwo krwi?

Mój przybrany Ojciec w momencie wybuchu Powstania miał dziewiętnaście lat, a za sobą już trzy lata spędzone w czynnej konspiracji. A co miał przed sobą? Co mieli przed sobą jego rówieśnicy? Nie wiem, o czym myśleli jego rówieśnicy, choć zapewne targały nimi podobne uczucia. On, ten jeden człowiek, którego znałam tak blisko, przed oczami miał twarze najbliższych: ojca zamordowanego w obozie zagłady, brata zabitego w ulicznej łapance, siostry rzuconej na niespokojny los, cierpiącej matki – wdowy, ukochanej dziewczyny, której nigdy już nie spotkał.

Dla mnie, z mojego punktu widzenia, było to powstanie nadziei. Dosłownie – nadziei. Wybuch entuzjazmu, który zachęcał do walki i dawał powstańcom siłę przez trudne, z dnia na dzień coraz trudniejsze sześćdziesiąt trzy dni. Profesor Witold Kieżun, powstaniec warszawski, o sensie powstania mówił tak: To był najwspanialszy czas naszego życia, okres, kiedy człowiek wyzwolił się z małości, kiedy miał świadomość, że walczył o coś wielkiego i wspaniałego, o normalne życie.

Proszę zobaczyć: „najwspanialszy czas naszego życia”… Trudno to pojąć na chłodno. Zupełnie niemożliwe do zrozumienia z perspektywy ciepłej kanapy.

„Mojemu” powstańcowi zadałam pytanie, czy poszedłby jeszcze raz walczyć. Czy teraz, znając minuta po minucie przebieg powstania, znając tę niewyobrażalną ofiarę Warszawy, mając w sercu te okropne przeżycia, poszedłby jeszcze raz walczyć? Odpowiedzią na to pytanie był zawsze młodzieńczy błysk w zmęczonych, cierpiących, gasnących oczach – i pewnym głosem, radosnym tonem wypowiadane bez najmniejszej wątpliwości: „tak!” W tym jego „tak” odbijała się ta sama radość, co w wypowiedzi profesora Kieżuna. Radość, którą mogą pojąć tylko ci, którzy przeżyli to piekło Powstania Warszawskiego.

Czy warto się spierać o sens wybuchu powstania? Pewnie warto. Warto podchodzić do sprawy analitycznie, naukowo, aby zostawić potomnym rzetelne fakty. Trzeba, z szacunku do historii, ze względu na cześć dla poległych i pomordowanych, ze względu na pamięć o Warszawie takiej, jaką była przed wojną.

Ale myślę, że warto też, szczególnie teraz, kiedy jeszcze żyją powstańcy Warszawy, otworzyć serca na historie ludzi, którzy swoim heroizmem podłożyli podwaliny pod naszą tożsamość. Zdjąć czapkę z głowy, spacerować szeptem po warszawskich ulicach, po których siedemdziesiąt cztery lata temu nieprzerwanym strumieniem płynęła krew. Pomodlić się za poległych i pomordowanych, albo po prostu w milczeniu oddać cześć tym heroicznym Szaleńcom Wolności.

Sierpień. Miesiąc żniw…

 

Foto: Shubert Ciencia/Flickr/CC BY-NC 2.0

O autorze

Marta Cynkier

Marta Cynkier

Z wykształcenia politolog, z zamiłowania dziennikarka, z zawodu urzędniczka.
Grodziszczanka z urodzenia i wyboru. Kobieta wierząca, działaczka społeczna, ale przede wszystkim – córka w stanie spoczynku, wnuczka i siostrzenica.
Interesuje się zdrowiem publicznym, prawem spółdzielczym i pomocą społeczną. Przybrana córka nieżyjącego już weterana powstania warszawskiego. W wolnych chwilach czyta wszystko, co wpadnie jej w ręce. Lubi nutki i literki. Debiutowała w 2005 r. na Turnieju Jednego Wiersza „Srebrna Szyszka” w Międzyborowie.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: