Kultura i sztuka

Rodzice czytajcie zanim…

Artykuł ten piszę jako zdegustowany pisarz debiutant, ale przede wszystkim jako nauczyciel, wychowawca, przejmujący się swą profesją.
Zacznę po kolei. Jestem autorem książki „Tajemnica nocy Dęba”. Jest to mój debiut i niedawno zacząłem przecierać literackie szlaki. Moja książka opowiada o piątce przyjaciół, którzy napotykają postać ducha żołnierza wyklętego. Razem z nim przeżywają przygody i wykonują niebezpieczną misję. Pozycja napisana ku chwale Niezłomnej Armii. Książka zawiera dużo faktów historycznych, co ma na celu zagwarantować ciekawą rozrywkę ale też i edukować, kształcić, formować postawy naszej młodzieży. Jako początkujący pisarz postanowiłem sprawdzić z jakimi innymi książkami dla młodzieży musi rywalizować moje skromne dzieło. I wtedy się załamałem…

Jako człowiek lubiący wyzwania, podszedłem do sprawy ambitnie. Chciałem by było ciekawie, dynamicznie ale żeby również książka coś ze sobą niosła. Zakładałem (jak się później okazało mylnie) że dobrze sprzedająca się książka musi być ambitna. Żeby się sprzedawała musi mieć w sobie coś wartościowego. Zapewne inne książki na sklepowych półkach też takie będą. Co tym czasem serwuje się polskiej młodzieży i co znalazłem w księgarniach? Otóż moja książka konkuruje z takimi tytułami:
„Wielka księga c…k” (proszę wybaczyć za wulgaryzm, tytuł jest oryginalny) książka dla młodzieży opowiadająca o kobiecym organie rozrodczym. W środku możemy zobaczyć rysunek przedstawiający szczęśliwą kobietę, która właśnie znalazła punkt G. Już na okładce możemy znaleźć ostrzeżenie: „uwaga książka obraża uczucia religijne”. Rzeczywiście pozycja niezbędna do wychowania młodego pokolenia.
Idźmy dalej. „Kupa” bo taki właśnie tytuł nosi kolejny „bestseller”, to kolejne narzędzie do ogłupiania młodych umysłów. Autorka Nicola Davies pod pretekstem przekazu naukowych treści opowiada o smrodzie, formie kału itp. Nie wspomnę o ilustracjach, które są wręcz odrażające. Książka, która powinna rozwijać dziecko, tylko je ogłupia i uczy wulgaryzmów. Pozwolę sobie zacytować początek książki a komentarz pozostawię państwu: „Kupa, grubsza robota, gó…..o, gnój… Niezależnie od nazwy odchody (…) są wszechobecne. Chociaż w nas, ludziach, mogą one budzić wstręt lub skrępowanie, fakt pozostaje faktem- wszystkie stworzenia robią kupę.”
„Wielka księga siusiaków”, „Beki, smarki i pierdy”, „Mała książka o kupie” i szereg innych wybitnych pozycji mają budować naszą młodzież. Pominę już fakt, że moja książka musi rywalizować z tego typu chłamem. Przeraża mnie, że takie książki znikają z półek księgarń, bo to oznacza, że ktoś je kupuje i udostępnia dzieciom. Nie dziwmy się potem, że nasza młodzież nie ma nic do powiedzenia, jej słownictwo jest ograniczone a poziom żartu jest na poziomie rynsztoka. O braku szacunku do starszych, umiejętności podejmowania poważnych tematów nie wspominając.

Drodzy Rodzice, czytajcie książki, które kupujecie swoim dzieciom, korzystajcie ze stron, na których można przeczytać recenzje książek. Dobra książka nie tylko pomoże Waszym pociechom w nauce składania liter i rozumieniu tekstu, ale również kształtuje ich światopogląd, buduje ich jako ludzi, albo destruuje. To już zależy od Waszych wyborów. Na koniec pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat zamykający cały mój wywód: „takie będą rzeczypospolite jakie młodzieży chowanie”.

O autorze

Jerzy Borkowski

Jerzy Borkowski

Historyk, nauczyciel, prywatnie mąż przepięknej Agnieszki. W wolnych chwilach rekonstruktor odtwarzający postać żołnierza z 20 Pułku Piechoty Ziemi Krakowskiej w SRH Wrzesień 39. Autor książki „Tajemnica nocy Dęba”. Prowadzi profil autorsko- historyczny Jerzy-Borkowski - Tajemnica Nocy Dęba
Lubi dobrą kuchnię, rubinowe wina, jazz i ogrom morza.

2 komentarze

  • Artykuł wzbudził moje duże emocje. Postaram się jednak, by komentarz był rzeczowy, nie emocjonalny. Piszę go jako wieloletni redaktor licznych książek dla dzieci i młodzieży różnych wydawców oraz kilkuletni pracownik jednego z wydawnictw dziecięcych.
    Pierwszy akapit to autorska pochwała własnej książki. Nie znam jej, więc nie mogę się wypowiadać. Być może jest bardzo dobra. Co najwyżej z gruntu trochę obawiam się książek pisanych „ku chwale”. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę na dwa niewątpliwe fakty: 1) jest to książka debiutancka; 2) jest to przynajmniej na razie książka – jak rozumiem – jedyna. Pozwala to zakładać niewielkie doświadczenie autora z literaturą dla dzieci, przynajmniej w praktyce pisarskiej.
    Drugi akapit to wybiórcze, tendencyjne i de facto zmanipulowane – bo pretendujące do reprezentatywnego – wskazanie kilku (tak, zaledwie kilku!) tytułów książek skierowanych do młodego czytelnika. Przy czym są to książki dla dzieci, a zostały przywołane w opozycji do autorskiej książki dla młodzieży. Więc porównujemy dwie różne kategorie. Ponadto wśród przywołanych tytułów dla dzieci mamy pozycje, których połączenie w jedno wydaje się mocno nieuzasadnione. Nie pochwalam (i nie kupiłabym własnemu dziecku) „Wielkiej księgi cipek/siusiaków” (zresztą, z zasady od dawna nie sięgam do żadnych książek wydawnictwa Czarna Owca). Ale znam książkę „Kupa” i uważam, że jest to po prostu zabawna (i dobra merytorycznie!) odpowiedź na zainteresowanie kilkulatka (dla którego żołnierze wyklęci to tymczasem zupełna abstrakcja!) tematami „tabu”, tematami wprowadzającymi dorosłych (tak, dorosłych, bo nie dzieci!) w zakłopotanie czy po prostu codziennymi. Bo idzie sobie taki – dajmy na to – dwu-, trzylatek po parku czy lesie i natrafia na zwierzęcą kupę. I co? Jak na takiego malucha przystało, zadaje mnóstwo pytań: a co to? a czemu? a jak? itd. Zwłaszcza że ma podobne „doświadczenie”, tylko załatwia je na nocnik czy sedes (i pewnie nieraz mu się przygląda). „Kupa” to nie jest książka, która ma „budować naszą młodzież”, tylko po prostu jedna z książek pomagających kilkulatkowi odkrywać świat na jego poziomie (jak np. książka o strupkach, które się robią na zdartym kolanie, czy o tym, jak zbudowane jest ludzkie ciało). Zresztą, swego rodzaju „parą” do „Kupy” są „Robale” – książka o pasożytach żyjących w ludzkim ciele (wszyscy je mamy!). Czy to nie pasjonujący, a niekoniecznie znany nawet dorosłym temat?
    Ten akapit to też „rzucanie gromów”, ujawniający – niestety – nader znikomą znajomość rynku książki dziecięcej. Tu bowiem dziś – pewnie jak nigdy wcześniej – znaleźć można przebogaty wybór wspaniałych(!!!) książek dla młodych czytelników: i wznowień klasyki, i propozycji młodszych i starszych współczesnych autorów.
    Rozumiem, gdyby artykuł był recenzją książek, które autor ocenia negatywnie: oto książki, które nie zdobyły mojego uznania, i tą opinią chcę się podzielić. Każdy ma prawo do swojego zdania. Ale generalizowanie, z którym mamy tu do czynienia, jest wobec wielu wydawców (wkładających niemało wysiłku, by wydawać dobre książki dla dzieci i młodzieży) co najmniej nieuczciwe i niestosowne.
    To mniej więcej tak, jakbym jako osoba mająca przygotowanie pedagogiczne (jestem z wykształcenia nauczycielem polonistą) rozwiązała zadanie z fizyki, potem skrytykowała kilka doświadczeń czy badań z dziedziny fizyki, które mnie nie przekonują albo których nie rozumiem, a potem stwierdziła, że świat naukowej fizyki ma się źle.
    Oczywiście, zgadzam się z tym, co autor pisze w trzecim akapicie: „Drodzy Rodzice, czytajcie książki, które kupujecie swoim dzieciom, korzystajcie ze stron, na których można przeczytać recenzje książek”. To moim zdaniem bardzo dobra rada: czytajcie – i czytajcie ze zrozumieniem i wrażliwością, i krytycznie; korzystajcie z podpowiedzi na wartościowych stronach internetowych, bo propozycji jest naprawdę mnóstwo i czasem trudno się zdecydować, co wybrać. Mam nadzieję, że i autor z tej swojej rady skorzysta.
    I jeszcze jedna – techniczna – rzecz. Skoro autor jest nauczycielem i początkującym literatem, to może warto bliżej zaprzyjaźnić się z zasadami polskiej interpunkcji. Bo sporo tu uchybień na tym polu. A przecież umiłowanie ojczystego języka to też część „młodzieży chowania”, prawda?
    Proszę wybaczyć szczerość i pewnie niekiedy nie dość okiełznaną ciętość języka. Nie atakuję osoby! Reaguję na tekst.

  • Zgadzam sie z wypowiedzią powyżej. Zniesmaczyl mnie ten artykuł. Po pierwsze jest teraz mnóstwo fantastycznych książek pięknie ilustrowanych wystarczy poszukać. Zdarzają się również złe. Nie czytałam książki autora ale rozumiem ze to dzieło nad dziełami które nawet biedne nie ma z kim konkurowac. Widać że nie ma pan pojęcia o literaturze dziecięcej i młodzieżowej.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: