Społeczeństwo

Specjaliści od wszystkiego?

Na rodzeństwo i rodziców można pomstować, można się na nich złościć i z nimi kłócić, ale jak przyjdzie co do czego i będziesz ich potrzebować… To nie zawiodą. Zwykle. Będą pod ręką i pomogą. Najczęściej. Tylko trzeba wiedzieć jak – i z kim – rozmawiać. I o czym.

Gdy już odrzucimy na bok własną dumę i przemądrzałość, przyznamy, że nie umiemy i potrzebujemy rady, wsparcia oraz fachowej pomocy – wtedy trzeba iść pogadać z rodzeństwem. I naprawdę nie ma sytuacji, kiedy to nie będzie dobrym rozwiązaniem. Dlaczego?… No bo możemy mieć problemy różnego rodzaju. Jedna osoba nie znajdzie na wszystkie rady. Ale dla wielu osób z różnymi zainteresowaniami żaden problem nie jest straszny. W rodzinie jest dużo osób, a każdy ma inne talenty i w czym innym się specjalizuje. Mając wokół siebie ekspertów od wszystkiego – możemy zrobić wszystko!

Trudno w to być może uwierzyć, ale to się zdarza. Osobiście pamiętam, że jako mała dziewczynka chwaliłam się koleżankom, jak to ja nigdy nie mam problemów z odrabianiem prac domowych, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto mi pomoże i to, czego nie rozumiem, wyjaśni.
Mama u nas w domu była od zawsze specjalistką od polskiego oraz przedmiotów związanych z kulturą i sztuką. Tata najlepiej na świecie wyjaśniał fizykę i wszelkie zagadnienia ścisłe, nawet matematykę. Mawiał, że tylko chemii nie rozumie. Najstarszy brat pomagał mi w rysowaniu prac na plastykę, w nauce historii (całe gimnazjum mnie douczał przed klasówkami – no i miałam piątki), w tak zwanym WOSie, gdyż on jako jedyny z naszej licznej rodziny zawsze interesował się polityką; siostra starsza sprawdzała mi wypracowania z polskiego i ćwiczenia z angielskiego, a poza tym zarażała słuchaniem muzyki i nieustannym czytaniem książek. Ona też zawsze mnie wysłuchiwała i do dziś wie o mnie wszystko i najlepiej ze wszystkich mnie rozumie. Drugi brat pomagał mi w informatyce i dawał rady dotyczące gry na flecie. W końcu sam grał parę lat dłużej, aż skończył ognisko, a flet zamienił na saksofon. I gra nadal, ale to inna historia.
Młodsze rodzeństwo na początku głównie denerwowało, ale z drugiej strony było zawsze znakomitym towarzystwem do zabaw. A teraz brat słucha, gdy muszę się wygadać, a siostra słucha, gdy muszę się wyśpiewać – bawimy się ostatnio regularnie w karaoke.
To tylko niektóre cechy członków mojej rodziny, dzięki którym tak wiele razy mi pomagali, gdy sama sobie nie radziłam.

Z czasem rodzina się rozrosła. Przybyła jedna bratowa, znakomita organizatorka, która zawsze doradza mi, gdy trzeba wybrać elegancki ciuch na specjalną okazję i ma cierpliwość znosić moje ciągłe wybrzydzanie. Mawia, że sama też szuka godzinami, zanim sobie coś kupi.
Druga bratowa za to ma wciąż nowe pomysły, patrzy coraz to dalej i realizuje śmiałe plany. I umie zupełnie nowe rzeczy, których inni z nas nie umieją – na przykład jest bardzo kontaktowa i pokazuje mi, że nie ma rzeczy, których nie da się zrobić. Ona umie się z każdym dogadać.
A oprócz tego jest wokół coraz więcej maluszków, które na razie najlepsze są do kochania, ale z czasem to ja będę im pomagać i dzielić się z nimi swoim życiowym doświadczeniem oraz wiedzą z mojej „specjalizacji”.

W dużej rodzinie znajdzie się ekspertów od wszystkiego. I można na nich liczyć w razie potrzeby. A oni wiedzą, że jak coś, to i ty im pomożesz. Tak to działa: zaufanie za zaufanie, przysługa za darmo, wiara, że nie zawiedziesz, gdy będziesz potrzebny.

Każdy członek rodziny, z innym charakterem, zainteresowaniami i talentem jest niezastąpiony. Także dlatego, że pomaga nam otwierać się na innych ludzi. Widzieć sens różnorodności… Oraz budzi w nas pragnienie rozwoju, nabywania nowych umiejętności, odkrywania i kształtowania własnych talentów. Szukania coraz bardziej, patrzenia coraz dalej, słuchania uważniej, jak w tych słowach: „Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga, łam, czego rozum nie złamie…” Do tego mobilizują nas wszyscy ci mądrzy ludzie, którzy są tuż obok nas. Im jest ich więcej, tym lepiej – dla nas.

Ponieważ jesteśmy dla siebie nawzajem także po to, by móc w drugim człowieku przyjrzeć się – jak w lustrze. Dlatego wieloosobowa rodzina jest wspaniała: tak jak każde zwierciadło pokazuje nieco inne odbicie, tak w każdej osobie obok nas odbija się inna nasza cecha. Dopiero, gdy zbierze się wszystkie te odbicia, możemy
zobaczyć samych siebie. I czasem nieźle się zdziwić.

Foto: Emery Co Photo via Foter.com / CC BY-SA

O autorze

Bogusława Odyniec

Bogusława Odyniec

Magister Nauk o Rodzinie na UW. Ma 3 braci i 2 siostry. Marzy o założeniu własnej dużej rodziny. Póki co realizuje się w pracy z dziećmi – naucza niemieckiego i gry na flecie prostym. Uwielbia czytać książki, śpiewać i gotować oraz dawać przyjaciołom prezenty ręcznie robione. Trochę pisze.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: