Historia

Szczodre Gody – Boże Narodzenie, czyli jak to drzewiej bywało….

A bywało różnie. Zanim na naszych ziemiach nastało i rozpowszechniło się chrześcijaństwo, przodkowie Polaków oddawali cześć bóstwom słowiańskiego panteonu. Nie do końca zresztą potrafimy sobie ten panteon wyobrazić, gdyż z terenów Polski nie zachowały się żadne źródła dotyczące przedchrześcijańskiego kultu. Wiemy natomiast, że Słowianie świętowali dużo i intensywnie.

Jednym z ważniejszych świąt było, podobnie jak u innych Indoeuropejczyków, święto przypadające w okolicach przesilenia zimowego czyli mniej więcej 20 – 22 grudnia. Nazywane było Szczodrymi Godami lub po prostu świętem Godowym. Wiele elementów dawnej obrzędowości przedchrześcijańskiej zachowało się w zwyczajach ludowych, folklorze i pobożności wiejskiej, stając się częścią tradycji bożonarodzeniowej, już chrześcijańskiej. Warto o nich pamiętać, gdy będziemy siadać przy wigilijnym stole.

Ambiwalentny charakter Szczodrych Godów

Z jednej strony radowano się, że oto zaczyna wracać słońce a dzień powoli ulega wydłużeniu. Ucztowano więc, zajadano się skarbami ze spiżarni, śpiewano pieśni i stawiano sobie wróżby na nadchodzący rok. Szczodre Gody trwały kilka dni podczas których odwiedzano się wzajemnie, ucztowano coraz to w nowym domu, obdarowywano upominkami. Dzieci otrzymywały lalki, ciastka i placki, nieraz w kształcie zwierząt.

Z drugiej strony Gody były świętem związanym z kultem agrarnym, kultem ziemi i jej żyzności, a co za tym idzie także kultem zmarłych przodków. Ziarno zasiane jesienią znajdowało się w ziemi, a ziemia i to co pod jej powierzchnią, stanowiła królestwo bogów chtonicznych. Podczas Szczodrych Godów starano się zdobyć przychylność owych podziemnych bóstw związanych z wegetacją, zapewnić sobie obfitość plonów w nadchodzącym roku. Dla Słowian to, że po zimie nadejdzie wiosna wcale nie było takie oczywiste, a i przychylność „dziadków” czyli zmarłych – należących do podziemnego świata – wcale nie była pewna. Zapraszali ich symbolicznie na ucztę i obawiali ich zarazem.

Siano pod obrusem i puste nakrycie

W wielu polskich domach, jeszcze w XX wieku, w izbie, w której spożywano wigilijną wieczerzę stawiane były cztery snopki czterech zbóż w kątach, by zapewnić sobie urodzaj w nadchodzącym roku. Podobnym w znaczeniu zwyczajem było rozsyłanie słomy na podłodze. Reliktem tego agrarno-magicznego zwyczaju jest tradycja kładzenia siana pod obrus – tłumaczona całkiem błędnie jako pamiątka po tym, że Pan Jezus urodził się na sianie. Puste nakrycie, rzekomo dla samotnego wędrowca, czy też zesłańca wracającego z Syberii (i takie wytłumaczenie tej tradycji spotykamy) to nic innego jak część uczty przeznaczona dla „dziadków” – dusz zmarłych domowników.

Potrawy wigilijne również mają prastarą symbolikę. Ważnym daniem jest potrawa występująca w wielu wariantach – łamańce, kutia, makiełki, makówki – wykonywana na bazie zboża, orzechów, zawsze zawierająca mak, symbol snu i śmierci. Była to potrawa niegdyś poświęcona bóstwom świata podziemnego, mająca zapewnić ich przychylność i obfitość zbiorów.
Ważna była symbolika związana z ogniem i światłem, które przezwycięża ciemności.  

Tak więc trzeba pamiętać, że słowiańskie Szczodre Gody były po części świętem radosnym po części niosącym ze sobą dawkę niepokoju. Wiele zwyczajów wchłoniętych i schrystianizowanych przez Boże Narodzenie funkcjonuje nadal i bardzo dobrze, że funkcjonuje, bo jest to część naszego dziedzictwa kulturowego. Warto mieć świadomość, jakie było ich pierwotne znaczenie.

Foto: Marta Dzbeńska-Karpińska

O autorze

Marcin Bąk

Marcin Bąk

Studiował dziennikarstwo i historię, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych audycji radiowych popularyzujących
historię w Radiu Józef, tworzył cykl audycji dla Radia PLUS, współpracował z TV Misericordia. Aktualnie prowadzi programy w TV Republika. Autor tekstów popularyzujących Europejskie Sztuki Walki między innymi w miesięcznikach: "Mówią Wieki" i "Wiadomości Historyczne". Instruktor szermierki sportowej, zajmuje się też szermierką historyczną i choreograficzną oraz boksem francuskim - savate, których naucza w warszawskiej Wszechnicy Szermierczej. Żonaty, ojciec Marysi i Tymoteusza.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: