Podróże i zwiedzanie

Beskid Niski, satysfakcja wysoka

Na pograniczu Beskidu i Bieszczad, w dzikiej i prawie niezamieszkałej przestrzeni na południe od jakichkolwiek miasteczek, spędziliśmy niezwykle przyjemny, odprężający i regenerujący nasze siły tydzień. Gospodarze „Gutkowej Koliby” zachwycili nas tym, co udało im się stworzyć w miejscu dawnego, opustoszałego łemkowskiego siedliska w Lipowcu.

Tam, gdzie kozy kują

Najpierw, po drodze do Lipowca, zatrzymaliśmy się w Pacanowie, aby odwiedzić Europejskie Centrum Bajki. Miasteczko, słynne na całą Polskę (i nie tylko) dzięki Kornelowi Makuszyńskiemu i jego Koziołkowi Matołkowi, wypadło niemal w połowie drogi między naszym domem a miejscem docelowym, dlatego świetnie nadawało się na dłuższy przystanek – i to był bardzo dobry wybór!

Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie to nowoczesny budynek z unikalną ekspozycją pt. „Bajkowy świat” (łączącą interaktywne zwiedzanie z tradycyjnymi eksponatami muzealnymi), dzięki której wyruszamy – razem z dziećmi, oczywiście – w podróż przez różne baśniowe krainy. Bajkowy Przedpokój, Zaczarowany Pociąg, Czarodziejski Ogród, Wieża Szachowa i i wiele innych stref… czeka na nas mnóstwo atrakcji – i trzeba przyznać, że wszystko jest bardzo dobrze zaplanowane, dostosowane do potrzeb odbiorców w każdym wieku: zarówno tych najmłodszych, jak i dzieci szkolne, młodzież, a nawet rodziców i dziadków; wszyscy biorą udział w zabawie! Poznajemy bajkowych bohaterów – nie tylko Koziołka Matołka, ale przeróżne legendarne postacie z historii polskich i europejskich bajek. Zdjęcia z wewnątrz nie są najlepszej jakości… było dość ciemno, poza tym nie było czasu na wyjmowanie telefonu 🙂

Poza „Bajkowym światem” w ofercie są również inne propozycje dla dzieci, jak „Mały teatr” czy „Kino Szkatułka” – my poprzestaliśmy na wyprawie z piratem, trochę ze względu na nasze ograniczenia czasowe, oraz chęć zjedzenia obiadu w pobliskiej restauracji. Z przyjemnością jednak powrócimy jeszcze kiedyś do Pacanowa i skorzystamy ze wszystkich atrakcji Centrum Bajki.

Dodatkową atrakcją jest piękny ogród (wejście bezpłatne), w którym można odpocząć, poznać mnóstwo ciekawych kwiatów i roślin, spotkać bajkowe postacie, odwiedzić chatkę Ptasiego Radia, skorzystać z placu zabaw.

Gutkowa Koliba

Splot różnych poleceń i „znajomych znajomych” sprawił, że znaleźliśmy się na tydzień w Gutkowej Kolibie, chacie, wokół której nie ma nic poza dziką przestrzenią, polami, uroczym strumieniem i niezbyt uczęszczaną drogą na pobliską Słowację. Chata mieści się w Lipowcu, który przed wojną był jedną z dwóch wsi, zamieszkałych przez Łemków – brutalna i dramatyczna historia poprzedniego stulecia sprawiła, że okolica opustoszała, nasiąknięta niezwykłymi opowieściami o dawnych, trudnych czasach.

Dawnym połemkowskim siedliskiem zajęli się Maria i Jacek Gutowscy, którzy stworzyli w tym miejscu coś, o czym marzyli przez całe życie: dom otwarty dla gości (zwłaszcza tych, kochających góry), gościnny, z kominkiem, miejscem na ognisko. Historię Gutkowej Koliby i więcej informacji znajdziecie na stronie: http://gutkowa-koliba.pl/. Musimy Was jednak ostrzec: wystarczy jedna noc w tym miejscu, a tym bardziej taka połączona z kolacją i śniadaniem, żeby się nim zauroczyć i chcieć tam wrócić. Kulinarne rarytasy Pani Marysi (wyśmienite połączenie domowej kuchni z odważnymi eksperymentami) połączone z gawędziarstwem i doskonałą kawą Pana Jacka, plus niezwykła otwartość, serdeczność i odpowiadanie na wszelkie zachcianki przyjezdnych mieszczuchów – to mieszanka, którą zdobywa się czyjeś serca. To po jednej nocy – a po dwóch czy trzech: człowiek czuje się tam już jak „u siebie”, wtapia się w ten dom, zyskuje coś, czego nie zapewni żaden zwyczajny hotel lub pensjonat.

Na górze kilka pokoi, na dole duża przestrzeń wspólna ze stołem, przy którym wszyscy goście gromadzą się podczas posiłków – to niezwykle zbliża ludzi, będących przecież dla siebie przypadkowo napotkanymi osobami (niektórzy przyjeżdżają tam na kilka lub kilkanaście dni, niektórzy tylko na jedną lub pół doby, czasami z odległych krajów), ale dzięki wspólnocie stołu bardzo trudno patrzeć na siebie nawzajem jak na zupełnie obcych ludzi. Jednocześnie nikt nikogo nie zmusza (choćby podprogowo) do jakiejś nadmiernej integracji, wszystko w zupełnej wolności, z odpowiednim dystansem i otwartością na ewentualny ciąg dalszy. Czego chcieć więcej?

Pobyt w Gutkowej Kolibie to był naprawdę dobry wybór, serdecznie polecamy, mamy nadzieję tam wrócić!

Jaśliska, Dukla, Liszna

Jadąc z naszymi maluchami, będącymi jeszcze na pograniczu możliwości dłuższego łażenia po górach, nie mieliśmy zbyt ambitnych planów turystycznych. Trafiliśmy na dobrą pogodę – podczas gdy w Warszawie była 40-stopniowa smażarnia, my mieliśmy przyjemny chłodek; gdy upał dotarł i do nas, ukojenie znajdowaliśmy w pobliskim strumieniu, w którym można siedzieć godzinami.

Odwiedziliśmy Leśny Zwierzyniec w Lisznej (obok Cisnej) – przyjemne miejsce, które z pewnością spodoba się wszystkim dzieciom, z możliwością zobaczenia muflonów, danieli, jeleni, dzików, różnych rodzajów wiewiórek, susłów, ptaków i innych leśnych mieszkańców. Jeśli nie uda Wam się (tak jak nam) odpowiednio zaplanować przejażdżki Kolejką Bieszczadzką, to Liszna jest dobrym pomysłem.

Dukla – miejsce słynne głównie dzięki św. Janowi (jest, poświęcone jemu, sanktuarium), kościół św. Marii Magdaleny, zespół pałacowy z parkiem (kompletnie niedostosowany, niestety, turystycznie) i rynek z dobrym, miejscowym browarem, warto odwiedzić i zrobić piwne zakupy.

Jeśli będziecie w okolicy, warto wybrać się do słowackiego Svidníka do aquaparku „Aquaruthenia” – to, położony na uboczu szarego i lekko odstraszającego miasteczka, kompleks kilku basenów, na bardzo przyzwoitym poziomie i z niedrogimi biletami; zapewnia przyjemną rozrywkę na cały dzień. Sporo miejsca na rozłożenia własnego kocyka lub skorzystanie w licznych punktów gastronomicznych. Czysto, zadbanie, z atrakcjami dla każdego, w każdym wieku.

Łańcut

W drodze powrotnej z Lipowca do domu zatrzymaliśmy się w Łańcucie. Tak, jak Pacanów w odwrotną stronę był strzałem w dziesiątkę – tak Muzeum-Zamek w Łańcucie okazał się, niestety, kapiszonem. Byłem kiedyś w Łańcucie, zachwyciło mnie to niezwykłe miejsce, przepiękne wnętrza, park, wozownia… jednak tym razem natrafiliśmy na panią przewodnik z mentalnością z bodaj wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, która tak zanudziła nas i wymęczyła swoimi recytowanymi z pamięci formułkami i wyliczankami dat i osób, które oderwane od siebie nie stanowiły żadnej spójnej całości, że w trakcie zwiedzania… zdezertowaliśmy. Chyba w odpowiednią porę, bo nasze córy, które nic z tego wszystkiego nie rozumiały i udało nam się skupić ich jako taką uwagę tylko dzięki interesującym posadzkom w pałacowych wnętrzach, zaczynały już dobierać się do rzeczy, których absolutnie! dotykać nie wolno (czyli jakichkolwiek), włącznie z dźwigniami od szybów kominkowych.

Taka refleksja: jeśli bardziej atrakcyjną formą zwiedzania jakiegoś miejsca jest jego strona internetowa, niż kontakt na żywo – to coś jest nie tak. Domyślam się, że Muzeum w Łańcucie nie ma w takich sytuacjach informacji zwrotnej, więc tą drogą taką informację umieszczam: drogi Łańcucie, robisz to źle. Doświadczenie wielu podobnych Wam miejsc uczy, że można „sprzedać” takie miejsce w dużo bardziej atrakcyjnej, przyjemnej i interesującej formie (nie, nie chodzi o wciskanie na siłę „interaktywności”, przesadnej ilości niedziałających ekranów itd.), na pewno nie na zasadzie taśmowego przemieszczania się pomiędzy pomieszczeniami i beznamiętnego recytowania treści, które każdy może sobie sam przeczytać na smartfonie.

Zamek w Łańcucie, a raczej sposób jego zaprezentowania (mało adekwatny do ceny biletu) to była taka łyżka dziegciu w beczce miodu podczas całego tygodnia wakacyjnego – szkoda, mam nadzieję, że w przyszłości będzie lepiej.

Image by jarekgrafik from Pixabay

O autorze

Jan Buczyński

Jan Buczyński

W domu mąż Elżbiety i tata Basi. W pracy organista parafialny,
dyrygent chóralny i katecheta przedszkolny. W wolnej chwili bloger
(ejtomy.pl, publikuję również na areopag21.pl). Z wykształcenia
teolog i muzyk, z zamiłowania czytelnik książek, słuchacz muzyki,
pasjonat historii oraz obserwator otaczającej rzeczywistości.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: