Być mamą, być tatą

Latająca z brzuchem

Zapewne każdy, przynajmniej raz w życiu, spotkał taką kobietę. Być może są tacy, którzy spotykają je często. Kobiety, które co jakiś czas, dajmy na to co dwa lata, rodzą kolejne dziecko.

„O znów pani w ciąży ?” , „O i już lata z brzuchem” etc. Rzecz jasna, nie każdą matkę wielodzietną to spotyka. O nie! Są kobiety, które wydają na świat kolejne dzieci przy pełnej akceptacji rodziny, środowiska w którym mieszkają, wspólnoty kościelnej. Zazwyczaj wiąże się to z zamożnością. Jednak tych przeciętnie żyjących jest więcej…

Kobieta latająca być może nie jeździ samochodem, a jeśli jeździ to rzadko, wszak benzyna kosztuje, a nogi są za darmo! Nie stać jej na wyjazdy wakacyjne, na narty, drogie kolacje, wypady do kina, masaże, czy też żywność z eko- sklepów. Przez to o wiele łatwiej zwrócić jej uwagę, że oto znów spodziewa się dziecka, a przecież to nie przybliża jej do tego by mogła sobie pozwolić na fryzjera czy kosmetyczkę!

Kobieta latająca nie ma dylematu, czy w tym miesiącu kupić sukienkę za 240 zł czy za 320 zł. W zasadzie, zapewne nigdy nie miała takich dylematów, bo jeśli nawet kupuje, to stara się nie przekraczać 100 zł, a w zasadzie, kto powiedział, że używane ubrania są gorsze?

Bardzo możliwe, że kobieta latająca spłaca kredyt wraz z mężem. Ona oczywiście swą ciężką pracą codzienną, w domu – doglądając dzieci. A może nie ma swojego mieszkania i z całą rodziną zmuszona jest wynajmować mieszkanie. Martwi się tym i też słyszy przy każdej zmianie – „Ile? Piątka dzieci? Pani chyba oszalała, nie wynajmę takim dzieciorobom mieszkania!”

Być może jej dzieci nie jeżdżą nowym wózkiem, nie mają w każdym sezonie nowych butów, a ona popija herbatę siadając na „darowanym” fotelu.

Może są tacy, którzy patrząc na nią gardzą, zamiast pomyśleć, że te dzieci, dla dobra nas wszystkich… A praca jej to ta najcenniejsza z prac, a przecież bez grosza wynagrodzenia…

I ta Latająca z brzuchem – kolejnym brzuchem, przy wszystkich swych być może ograniczeniach, ma coś co wielu chciałoby mieć.

Popatrz na nią dobrze! Uśmiecha się o wiele częściej niż inni. Jest uczynna. Często wyrozumiała. A nader wszystko – NIEUSTANNIE ZAKOCHANA!

Przyjmując swe dzieci z miłości – bo o takich latających piszę – jest jej pełna. I łaski Bożej, bo to przecież oczywiste, że owa musi iść za tym.

Pomyśl o niej jak o skarbie. Jak o diamencie. Jak o dobru narodowym. I mijając na ulicy powiedz dobre słowo, odwzajemnij uśmiech, pomódl się w sercu o siły i błogosławieństwo dla niej. Może właśnie dziś tego jej bardzo potrzeba!

 

Foto: Thomas Hawk / Foter / CC BY-NC

O autorze

Iga Stolar-Łypczak

Iga Stolar-Łypczak

Żona. Matka. Familistka. Studia UKSW i KID. Założycielka klubu "Karmelowe dzieci". Poza duchowością karmelitańska interesuje się angelologia i nauką o czyśćcu. Wielbicielka kuchni włoskiej, bezglutenowej i własnych wypieków. Uwielbia czytać. Ma słabość do mantylek, kawy, czarnej herbaty i rodzin wielodzietnych.

39 komentarzy

  • Ten post brzmi jak usprawiedliwianie sie, usilna próba szukania zrozumienia i pocieszenia. Po to Bóg dał rozum i wolną wolę żeby z tego korzystać. Nie dziwne, ze ludzie reaguja pogarda bo jak maja reagowac jak np. widza kobiete w ciazy z czwartym lub kolejnym dzieckiem a malzenstwo owo ma dosyc kiepskie warunki finansowe i kredyt na wiele lat do splacenia na male mieszkanko, bez mozliwosci zamiany na wieksze? Jak inaczej moznaby tu zareagowac? Gdzie tu mowa o lasce bozej? Bog na pewno nie chcialby zeby dzieci biede cierpialy, a i Kosciol jest przeciwny( papiez Franciszek chociazby bo on wie co to bieda, wychowal sie wsrod biednych wielodzietnych rodzin i wie co to dla dzieci znaczy). Jan Pawel II rowniez madre slowa na temat odpowiedzialnosci rodzicielskiej wypowiadal. Droga do uswiecenia na pewno nie jest liczne potomstwo, a dobre malzenstwo to malzenstwo ODPOWIEDZIALNE, zgodne i prawe. A fanatyzm religijny odsuwamy daleko na bok bo to nie jest prawdziwa wiara ani nawet wlasne zdanie tylko odgornie narzucona etykieta. Amen

    • Nie dziwisz się że tak ludzie reagują? Ja się dziwię że tak pisze mama. Dzieci są wspaniałe, ale czy „dość kiepskie” (kiedy są dość kiepskie) warunki finansowe i kredyt (który też z dziećmi nie tak łatwo dostać) to ma decydować o posiadaniu dzieci? To co ma zrobić rodzina która miała duuużo pieniędzy, ale firma upadła i już ma mało? Można powiedzieć że nie mieli na to wpływu, ale mogli pomyśleć co zrobimy jak zbankrutujemy, może lepiej poczekać z rodzeniem dzieci po 40 jak już będzie spłacony kredyt i wtedy małą pożyczką opłacić invitro i zapewnić dziecku stabilizację. Najlepiej od razu wykupić dwie usługi. Przewidzieć chłopczyka i dziewczynkę i wtedy będzie to obrazem pięknej i odpowiedzialnej rodziny bez kredytu i z odpowiednią kasą na wszystkie rzeczy. Gorzej jak się okaże że zabrakło miłości i pomimo grubej kasy pójdą w ruch narkotyki. Bóg nie chciałby żeby dzieci cierpiały biedę, ale kwestie materialne są mało ważne w kontekście Życia Wiecznego. Zaskakujące jest jak można Jana Pawła II przywoływać by uzasadniać reagowanie pogardą na rodzinę w trudnych warunkach finansowych. On mówił o wykorzystaniu pracowników i nieludzkich zasadach rynkowych odbierających godność ludziom, a tu się wykorzystuje jego słowa by powiedzieć że jak nie masz domu i kupy kasy to lepiej miej mało dzieci, najlepiej jedno, bo mu nie zapewnisz przyszłości. Odpowiedzialność to nie to ile mam dziś w portfelu.

      • O wypadkach losowych nie mowimy bo to sie moze kazdemu przytrafic. Mowimy o swiadomym braku rozsadku.

        • To co pani pisze, dla mnie, jako najstarszej z 10 rodzeństwa jest obraźliwe. Szczególnie, że tak naprawdę mówi pani, że dziecko jest mniej warte niż poczucie zabezpieczenia finansowego. Podejrzewam, że pani nie głoduje (wtedy faktycznie możemy mówić o niesprzyjających warunkach finansowych), więc żeby się usprawiedliwić rzuca pani oskarżenia na kobiety takie jak moja matka, które, często pomimo ogromnych możliwości (konkretnie – ukończone studia medyczne), wybierają urodzenie i wychowanie przyszłych Polaków. Tak, zgadza się, tych Polaków, którzy będą pracować na pani emeryturę (na emeryturę jednej osoby pracują trzy w wieku produkcyjnym, co w skrócie oznacza, że pani oraz pani mąż powinniście mieć szóstkę dzieci). Następnym razem zanim pani powie cokolwiek o „produkowaniu” dzieci, niech pani się wyspowiada z nienawiści, lenistwa, chciwości i egoizmu, a co najważniejsze z pychy, która wypacza pani spojrzenie na rzeczywistość (jak pani śmie kogokolwiek oceniać!).

          • He he he, Szanowna Pani sie zapedzila;-). Z czego mialabym sie usprawiedliwiac? Skoro odbiera Pani to tak personalnie to znaczy, ze cos jest na rzeczy:). Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka. To Pani sie w tym momencie probuje usprawiedliwiac. Mniej emocji, pozdrawiam.

          • Rozumiem, że pani może każdego obrzucić błotem? Oburzam się, bo mnie mama wychowała, że należy bronić sprawiedliwości i prawdy. Skoro nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, czemu pani generalizuje? I znów – kto pani dał prawo oceniania innych?

          • Czemu odbiera pani to tak personalnie? I co ja generalizuje? Rzeczywistosc jaka jest, kazdy trzezwo myslacy widzi. I tyle.

          • Odbieram to personalnie, ponieważ jedyną skazą na moim szczęśliwym dzieciństwie były osoby takie jak pani, które uważały, że mają monopol na trzeźwe myślenie. Och, i oczywiście mają prawo się we wszystko wtrącać, krytykować i oceniać, nie znając podstawowych faktów. Generalizuje pani, uważając, że człowiek aby mieć dziecko potrzebuje określonych dochodów, a jeżeli nie, to nie należy do tych „trzeźwo myślących”. Pozdrawiam z krainy, gdzie wartością jest człowiek, a nie „względy finansowe”

          • O tak! Ja śpię doskonale! Zmieniałem mieszkanie 5 razy na coraz większe, kredyt na dom mam do emerytury, Nie mam środków na wiele zachcianek. Zakupy żywieniowe robię w hurtowni, a wieczory spędzam na rozmowach z żoną i moimi dziećmi.
            To właśnie oni mi pomagają być wierzącym. A Thairea jest moja najstarsza!
            Kocham Cię moja córko! Pozdrawiam.

  • „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mk 9,30-37)
    Przyjmując kolejne dzieci należy się wykazać odpowiedzialnością i WIELKODUSZNOŚCIĄ… O tej drugiej jakoś mało słychać, a tę pierwszą nader często sprowadza się do zapewnienia komfortowego bytu materialnego dziecku i (co może ważniejsze) jego rodzicom… Czy, w istocie, jest odpowiedzialnym, świadomie nie dopuszczać do tego, by dziecko miało rodzeństwo?

  • Owszem dzieci powinny miec rodzenstwo tylko kto powiedzial, ze tych dzieci musi byc duzo zeby Bog byl zadowolony? Sama mam dwoje dzieci i wiem, ze dobrze, ze maja siebie. I chcialabym miec jeszcze jedno dziecko ale SWIADOMIE sie na nie nie zdecyduje. Z powodow niestety materialnych. I o luksusach tu nie mowie tylko o normalnych warunkach. Wielkodusznie to ja moge sobie przyjac rozne rzeczy ale nie dziecko, ktore nie jest przedmiotem a zywa istota, z roznymi potrzebami i problemami.Kazdy ma rozum i wolna wole i kazdy jest odpowiedzialny za swoje czyny. Jezeli wiec ktos przy naprawde slabych warunkach plodzi gromadke dzieci „w imie Boze” to nie jest wielkoduszny tylko jest egoistycznym fanatykiem, z narzucona ideologia, nie majacy wlasnego zdania. I takimi ludzmi gardze i nie mam ochoty pomagac. Zal tylko dzieci.

    • „(…) I takimi ludzmi gardze i nie mam ochoty pomagac.(…) Różnica pomiędzy nami znajduje się właśnie w okolicach tego punktu, jedni uważają że ktoś zasługuje na pogardę, bo nie stać go na modne ciuchy, inni ze względu na poglądy, inni ze względu na cokolwiek, ale człowiek nie zasługuje na pogardzenie i ludzie z otwartym sercem gotowi są czasem przyjąć takie pogardliwe spojrzenie poświęcając swoje serce dla kolejnego dziecka, na które Ty się nie zdecydujesz, ŚWIADOMIE z powodów materialnych. Czy od tego Twoja dwójka będzie szczęśliwsza? Hmm ja widzę że mimo wszystko szczęśliwsze są dzieci w rodzinach w których jest ich więcej bo uczą się cieszyć różnymi faktami. Podobnie może być w rodzinach z jednym dzieckiem, dwójką czy siódemką. Wielkodusznie to przyjąć w zasadzie można tylko dziecko, lub pod opiekę inną istotę. Przedmiotów nie przyjmuje się wielkodusznie tylko z korzyści. Jedni chcą oddawać swój czas inni patrzą ile dóbr będą mogli zapewnić. Każdy może wybrać kierunek. Pytanie czy w niebie będzie miało znaczenie czy ktoś jadł szynkę czy szynkopodbny produkt, albo czy mieszkał w mieszkaniu zastępczym czy w spłaconym z sukcesem kredytem m2 bo po co większe z dwójką dzieci. Jezus będzie tam tulił każde dziecko, jedynaka i z wielodzietnej. Jeśli chcesz pominąć całkowicie kwestie wiary i Boga to wiedz że kiedy dwoje rodziców ma dwoje dzieci świadomie to nie pomaga zapewnić zwykłej zastępowalności pokoleń co jest w pewnym sensie szkodliwe społecznie o czym coraz lepiej z każdym rokiem będziemy się przekonywać jako społeczeństwo.

      • Oczywiscie, ze milosc jest najwazniejsza, to nie podlega dyskusji:). Dlatego calym sercem kocham swoje dzieci i one o tym wiedza. I tak jak pisalam, ilosc dzieci o wielkosci milosci nie swiadczy bo mozna byc super mama jedynaka i kiepską pieciorga dzieci i na odwrot:). Twoje komentarze tylko mnie utwierdzaja w moich przekonaniach:) I prosze pamietac, ze ja caly czas pisze tu o swiadomej bezmyslnosci, jakkolwiek to brzmi:)

  • Niektórzy piszą: „żal tych dzieci” Żal jest tu zupełnie nieuzasadniony. Po pierwsze – to Bóg daje dzieci, dopuszcza je, czy na nie pozwala w danym momencie(jak kto woli). A że je kocha – nie robiłby im na złość, żeby tylko „biedę cierpiały”. Zresztą, Bóg jest za życiem -ON daje dzieci, daje i NA dzieci. Odpowiedzialność znaczy że małżeństwo wychowa je na ludzi, a nie że nigdy niczego im nie będzie brakowało. Wbrew tym którzy tu się wypowiadają „jak to się powinno robić”, najlepiej byłoby spytać tych dzieci – co oni na taki stan rzeczy, co nie? A więc ja piszę to z doświadczenia. Jestem dorosły (25l.), moi rodzice mają nas uwaga… JEDENASTU. Trójka jest starsza, siódemka młodsza, większość mieszka jeszcze z rodzicami. I jestem rodzicom absolutnie wdzięczny za taką rodzinę. Wszyscy są normalni, piątka wyszła już z domu – dwoje się pożeniło, jeden, jak i jeden młodszy, wszedł do seminarium. Wszsycy pracują, uczą się – wyszli na porządnych ludzi. Mają nawet coś więcej niż ludzie których rodzice mieli 1-2, bo przez całe dzieciństwo mieli blisko ludzi w każdym wieku – Są otwarci na relacje z innymi ludźmi, umieją o siebie zadbać, nie są nastawieni konsumpcyjnie egoistami. A na starość podzielimy się obowiązkiem zaopiekowania się rodzicami – jest nas tyle, nie musimy się zamęczać. A wyobraźcie sobie radość rodziców kiedy będą mieli… 30-50 wnuków? Bo mamy POZYTYWNE doświadczenie takiej rodziny, i każdy z nas chce/będzie chciał założyć taką samą. I to nie jest pojedynczy przypadek, ani nasze zasługi że „akurat nam się ułożyło dobrze”. Znam wiele takich rodzin(może nie z 11, ale ponad 5 dzieci) To Bóg daje możliwości, daje prace, daje dom wymagane żeby mieć taką rodzinę. Ale kto dzisiaj MU ufa na tyle żeby zaryzykować? Kto GO o to prosi? Dlatego ludzie boją się mieć dwójkę, najlepiej jedno, albo tylko psa.
    A czytając powyższy przyszła mi na myśl moja matka – do 19-go roku życia zawsze z brzuchem, zawsze było mające mniej niż 2 lata płaczące dziecko. I powiem tylko jedno: DZIĘKUJĘ CI, MAMO!

  • Dziękuję za ten artykuł i piękne podejście autorki do tematu , jak
    sądzę- życiem i duchem pisane. W tym konsumpcyjnie nastawionym na 
    nieustanne liczenie srebrników świecie, brakuje często takiego
    spojrzenia na rodzinę … spojrzenia pełnego miłości, wiary i pokory, a 
    klimat miłości to jedyne, czego tak naprawdę dziecko potrzebuje do 
    rozwoju. Reszta sama się znajdzie, bo Bóg czuwa, ale to już wersja dla
    wierzących. A może nie tylko ? Bóg dba o wszystkich, trzeba tylko wiary,
    miłości i pokory.
    JBBJ pozytywnie zazdroszczę

  • Tak, slyszalam to rewelacyjne powiedzenie: ” Bog dal dzieci, daje i na dzieci”. Na szczescie ludzi trzezwo myslacych jest wiecej.
    P.s. Dla przykladu w mojej rodzinie po stronie mojego tescia jest 10- cioro rodzenstwa, kontakt utrzymuja ze soba nieliczni, w zasadzie tylko dwoch braci sie darzy sympatia. Po stronie mojej tesciowej jest 7-mioro rodzenstwa, kontaktu miedzy soba nie maja praktycznie ŻADNEGO. Moi tesciowie maja czworo dzieci, wiez miedzy nimi pozostawia do zyczenia jak zreszta miedzy nimi i rodzicami. Najlepszy kontakt i wiez ma jedna z siostr z tego rodzenstwa ze mna, jej szwagierka, a nie jestem jej siostra. Wniosek: od ilosci dzieci nie zalezy glebokosc wiezi i wzajemne pomaganie sobie ani wielkosc milosci. Zycie niesie swoje…
    P.s.2. Jezeli problemu z plodnoscia nie ma to zajsc w ciaze nie jest trudno. Za miesiac czy dwa jezelibym chciala moglabym byc juz w kolejnej ciazy. Tylko coz, sztuka nie na tym polega. Jezeli to tylko Bog powoluje zycie, to jaki jest sens tego zycia poczetego jezeli np.13-latka zachodzi przypadkiem w nieplanowana ciaze? Albo dziecko jest poczete w rodzinie alkoholikow lub gdzie jest przemoc itp.? Bog daje nam wolna reke w naszych dzialaniach i nic nie nakazuje.Dal nam narzedzia i mozliwosci i musimy umiec z tego korzystac m.in. tak wazna rzecz jak rozum. Po smierci rozliczymy sie przed Nim i sie okaze ile bylismy warci. A za zycia najlepiej czynic dobro bo dobro powraca:)

    • „(…)Za miesiac czy dwa jezelibym chciala moglabym byc juz w kolejnej ciazy.(…)” mogę poznać Ciebie z trzema parami które znam osobiście i będą Tobie dozgonnie wdzięczne jeśli im powiesz jak to się robi. Jedna z par ma trójkę dzieci, druga ma jedno a trzecia nie ma żadnego.

      Bardzo głośno i dużo mówi się o tych trzeźwo myślących, raczej nie mówi się tu o osobach którzy chodzą Kościoła, nie mówi się tego o osobach które żywią nadzieje patriotyczne, trzeźwe myślenie dziś do koncentracja na pieniądzu i zarabianiu pieniędzy by je wydawać. Tak dziś żyje trzeźwo myślący obywatel świata. Szkoda tylko że tak wielu pomimo tego trzeźwego myślenia jest w takim cierpieniu.

  • Mamy trójkę dzieci. To już jest określane jako woelodzietna rodzina. Ja mam poczucie, że nasza rodzina nie jest pełna i że jeszcze pojawia się w naszym domu kolejne dziecko bo mam jeszcze czas, aby niejedno dziecko urodzić. Na razie pracuję zawodowo. Pierwsza praca i pierwsze wyjścia po ponad czterech latach „siedzenia w domu”. Artykuł ciekawy i prowokujacy. Dobry wybór tematu. Pozdrawiam 🙂

  • Nigdy nie pisałam na żadnym forum, ale jestem głęboko oburzona wpisami
    Pani Sylwii. Co to za słownictwo: „fanatycy religijni”, „nie dziwię się
    że nimi gardzą” w odniesieniu do matek kilkorga dzieci! Czy Pani się
    wydaje, że jest Pani dobrą chrześcijanką? W takim razie się Pani głęboko
    myli, i czas się nawrócić. I może się Pani na mnie złościć i oburzać
    trudno, parę słów prawdy każdemu się przyda. Przecież artykuł nie jest
    pieśnią pochwalną dla „rodzin” patologicznych, alkoholików, lub takich
    co płodzą dzieci a potem je porzucają! Sama opiekowałam się jako
    wolontarusz takimi dziećmi i one mimio że pochodzą z „takich” rodzin też
    zasługują na miłość i może, mimo wszystko, będą kiedyś wspaniałymi
    ludźmi, już są! Co to znaczy dla Pani „naprawdę kiepskie warunki
    finansowe” Bo ja pomagałam rodzinom z JEDNYM dzieckiem którzy nie mieli
    za co jeść. Ja ma dwójkę, mam nadzieję że będę miała trzecie, nie 
    planuję „górnej ilości dzieci” bo nawet nie wiem co będzie jutro. I 
    jeśli się Pani tak lubi oburzać, to proszę raczej swoją energię
    „skanalizować” w coś pożytecznego i zacząć pomagać wokół siebie,
    dzieciom z biednych rodzin (choćby 5 zł na skarpetki) oczywiście z 
    pominięciem ich matek „fanatyczek religinych którymi Pani gardzi”.
    Pozdrawiam

      • Typowy „argument” ludzi pozbawionych sensownych kontrargumentów. Ciekawe czy jeśl, za kilkadziesiąt lat, obudzi się Pani w biednym kraju starych ludzi z głodową emeryturką albo i bez będzie się Pani chciało uśmiechać. Pretensje będą pewno do wszystkich. I doprawdy nie chce mi się wykazywać wszystkich błędów i hipokryzji w Pani rozumowaniu, bo niektórzy ludzie są faktoszczelni. Przebrnęłam z trudem przez wszystkie Pani komentarze, i to bynajmniej nie z powodu ich skomplikowania. A na przyszłośc radzę ograniczać się do wypowiedzi jednozdaniowych, przynajmniej gramatyka i ortografia polska na tym nie ucierpią. Rodziny a zwłaszcza wielodzietne są poniżane i atakowane ze wszystkich stron. Zamiast im pomóc odbiera się dzieci rodzicom tylko dlatego, że są biedni. Za chwilkę jacyś urzednicy ustalą ile musi wynosić dochód na członka rodziny, by mieć tyle a tyle dzieci, a te „pozabudżetowe” do bidula. I doprawdy dzieci te nie potrzebują Pani „żalu” i mają go w… głębokim poważaniu.

        • No coz, stara sie Pani byc zjadliwa zeby mnie uszczypnac, obrazic, typowa forma samoobrony. Plus dla mnie, minus dla Pani. Jak mi Pani wskaze chociaz jeden blad ortograficzny w moich tekstach to Pani z radoscia przyklasne:). Prosze nie prowadzic dyskusji na takim poziomie, pierwszy pani komentarz byl chaosem z wyszarpnietymi z kontekstu pojedynczymi slowami, teraz proba obrazy przeciwnika;-). Jak bedzie Pani miala cos ciekawego i sensownego do powiedzenia to prosze na mejla:sdabrowska.op@gmail.com. Tu koncze dyskusje z Pania. Pozdrawiam.

          • Ależ nie było żadnej dyskusji bo to z Pani strony nie padł jakikiolwiek kontrargument. Czy kiedykolwiek spotkała się Pani z konkretnym przypadkiem osób, które „płodzą dzieci” tylko po to by przypodobać się Bogu, a te dzieci cierpią potem biedę? Czy też tylko wyobraziła sobie Pani taką sytucję? Znam rodziny wielodzietne nie od dziś i nigdy nie zetknęłam się z takim podejściem. Dużo się mówi o biedzie takich rodzin, problemach, niezaradności życiowej i zostawia się nas z poczuciem „sami sobie są winni”. Tymczasem te rodziny w większości przypadków dobrze sobie radzą, kształcą dzieci, tworzą dobro narodowe. Dokonują cudów przedsiębiorczości, zaradności i naprawdę nie mają postawy roszczeniowej. Ostatnio w szlachetnej paczce pomagaliśmy rodzinie z szóstką dzieci. Troje własnych, troje adoptowanych po zmarłej siostrze. Wiecie jakie było największe marzenie ich matki (36lat)? Duży stół żebyśmy się mogli wszyscy przy nim zmieścić „i żebym mogła patrzeć na ich wszystkie kochane twarze”. Piszę to publicznie żeby oddać hołd tym rodzinom, cichym, niezamożnym, pogardzanym. Jesteście WSPANIALI i jestem całym sercem z Wami! I nie dajcie sobie wmówić, że np. dwójka Waszych dzieci nie powinna się urodzić, bo ktoś sobie przyjął,że stać Was tylko na troje. Każde dziecko jest potrzebne, bez każdego z nich nie moglibyśmy żyć. Dziękuję Tobie Agnieszka za Twoją szósteczkę 🙂 Dziękuję Marii, która mieszka w rozwalającym się ceglanym domku, której dwójka dzieci skończyła z wyróżnieniem Politechnikę i mają super zawody, niestety najmłodszy chłopak ma zespoł downa, ale też jest z nami i też jest do cholery potrzebny na tym świecie, na którym wszyscy mają obowiązek być „zdrowi, piękni, zaradni i bogaci”. Dziękuję Bogu z tych ludzi. I proszę o więcej „wyobraźni miłosierdzia” o której pisał i mówił Jan Paweł II w tych czasach pogardy dla życia, w których niestety żyjemy.

          • Znam z autopsji droga pani. Inaczej bym o tym nie pisala:).

          • Dwoje dzieci pani Marii ma super zawody, a mimo to pozwalają, by matka z chorym bratem żyła w rozwalającym się ceglanym domku? Mniej emocji, więcej myślenia życzę…
            PS. Zanim zacznie Pani krytykować cudzą polszczyznę, to radziłabym zająć się własną – inaczej wychodzi żałośnie.

          • Pani Maria nie wyobraża sobie życia w wielkim, obcym mieście. Domek powoli remontują, znam rodzinę bardzo dobrze. Ale jestem wzruszona i podbudowana Pani troską i niepokojem o innych. Oby wdrożyła Pani tę postawę na codzień w kontaktach z bliźnimi.

          • Niestety nie ma czym się Pani wzruszać (widzę tu skłonność do łzawych scenek, ale nie ma powodu, by przenosić ją na innych) – moje pytanie dotyczyło logiki Pani wypowiedzi (w końcu jest tak cudnie, czy jednak niekoniecznie? – warto pomyśleć zanim się napisze i zadbać o spójność wypowiedzi), a nie jakiegoś wymyślonego przez Panią niepokoju – musi Pani jeszcze poćwiczyć złośliwość, bo znowu wyszło żałośnie. A protekcjonalne rady, których tu Pani udziela proszę zachować dla siebie – nawracanie warto zacząć od siebie, a nie od wszystkich dookoła, bo śmierdzi to faryzeizmem z daleka.

          • Dziekuje za glos rozsadku:). Dokladnie tak, mniej emocji, wiecej myslenia.

  • Mnie co innego zastanawia w tym obrazie – czy matki wielodzietne faktycznie są tak wzgardzane? Nie chce mi się w to wierzyć, zwłaszcza, że ostatnio doświadczam komentarzy w drugą stronę… Otóż mam dwoje dzieci (myślimy z mężem o kolejnym) i kiedy jadę wózkiem tylko z młodszym (bo córka w przedszkolu), to sotykam różne życzliwe panie, które utyskują na matki „jedynaków” (biorąc mnie za taką) i ogólnie – na obecną falę matek, które „mają wszystko, wszystkie udogodnienia”, a im źle (nie narzekam i raczej zwykle chodzę zamyślona i/lub z uśmiechem).

    Co mnie za to trochę niepokoi, to z kolei rezygnacja z czegoś, co nazywam dbaniem o siebie w sensie materialnym czy fizycznym, czyli np. kupieniem sobie nowej sukienki, tej tańszej chociażby. Dodam, że sama chętnie przyjmuję „darowane” różności – kwiaty, które przerosły kąty mieszkań u znajomych, zakurzoną i niemodną ławę, czy fantastyczny, acz zużyty wózek trekkingowy, „opatrzone” ubrania po koleżankach… bo nie lubię wyrzucania przedmiotów i sprzętów, a to, co jest u mnie w nadmiarze też podaję dalej. Stąd też pytanie, czy mama kilkkorga dzieci nie może/nie chce raz po raz kupić sobie nowego ubrania, zrobić manicuru u kosmetyczki czy odświeżyć fryzury, by czuć się dobrze, kobieco, zadbaną, atrakcyjną? Rozumiem, że tzw. zbytki w rodzinie się ogranicza, ale czy to aż do tego stopnia?

      • Ale dzieci nie da się zawsze „dopilnować” :-)))) i nawet nie powinno się pilnować dzieci przy ich każdym kroku, bo to z kolei nadopiekuńczość, zabieranie wolności, cerberowanie i/lub podcinanie skrzydeł. Uważam, że wątek wzgardzania matkami podchodzi pod tzw. „mompetition”, czyli konkurowanie kobiet na przestrzeni bycia matką doskonałą. W moim odczuciu mompetition tyczy się matek przyszłych, przeszłych i obecnych, które krytykują inne za to, że nie są takimi, jakimi one są same (faktycznie lub w ich wyobrażeniu o sobie samych)… Tyle, że nie o samym ‚mompetition’ tutaj mowa, ani też o krytyce matek, które zdaniem przypadkowych obserwatorów ‚sobie nie radzą’. Wiem, że wzgardza się matkami wielodzietnymi, które wyglądają na biedne/źle sytuowane finansowo, ale Autorka tekstu na taką nie wygląda i nie wpisałabym Jej do grupy ludzi ubogich materialnie.

        • Z drugiej strony zastanawia mnie jak wygląda sytuacja finansowa rodziny niewielodzietnej w porównaniu z wielodzietną, zarówno statystycznie, jak i skrajnie. Przypuszczam, że gdyby zsumować wszystkie wydatki w rodzinie wielodzietnej jakie przypadają na okres życia dzieci w rodzinie (czyli do czasu ich usamodzielnienia finansowego), to są one znacznie wyższe od wydatków rodziny nie-wielodzietnej włącznie z kupnem nowych samochodów, gadżetów i wyjazdów zagranicznych. Skąd zatem przypuszczenie, że rodzina wielodzietna to gorsza sytuacja finansowa? Wiem, że argumentem dla wielu osób na rzecz tworzenia „mniejszej” rodziny są właśnie owe wyjazdy czy większa łatwość w zmienianiu samochodów/mieszkań itp., ale to nijak ma się do jakości życia rodziny czy płynności finansowej.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: