Pro-life

Noszę stópki

 

Od kilku lat mam ich kilka, wpięte w różne ubrania, żeby uniknąć takiego: „o, zapomniałam!”.

Noszę stópki, bo dla mnie to jedyny sposób, aby zawsze mówić, że jestem za życiem. Jestem za życiem od poczęcia aż do naturalnej śmierci i boli mnie serce, kiedy widzę dzieci traktowane jak kłopot, przypadek, fatum i wyrok losu.

Noszę stópki i czasem znajomi pytają, dlaczego je noszę i co one oznaczają. Mówię i wyjaśniam. I oczywiście, że od lat mam coraz mniej znajomych, z którymi można pójść na spacer i nie musi to być wyjście na piwo.

Noszę stópki, bo życie poczęte jest bezcenne i niepowtarzalne, i każde jest darem, i każde – jest łaską. Oczywiście, że można się z tym nie zgadzać.

Znamy historie osób, które przeżyły własną aborcję albo które jej w ostatniej chwili uniknęły. A oto jeszcze jedna historia o kimś, kto nie był chciany i oczekiwany – stał się kimś naprawdę wyjątkowym.

Monika mówi: Urodziłam się w latach siedemdziesiątych. Matka była wiecznie zapracowana, ojciec coraz więc pijący… Mnie w planach nie było. Kiedy stało się jasne, że jestem – natychmiast znalazły się pieniądze na zabieg. Nieoczekiwanie matka powiedziała, że chce urodzić. Ojciec się mocno wkurzył. Pił ciągiem kilka tygodni, urządzał awantury, wrzeszczał, że nie chce kolejnego bachora, że jedna dziewucha mu starczy. Bo moja siostra urodziła się dwa lata wcześniej.

Dzieciństwo – było trudne choć mama starała się jak mogła, żebyśmy miały dobrze. Zawsze było co jeść i w co się ubrać. Ojciec – mało pracował, dużo pił. I mama często obrywała, mi też się dostawało, bo stawałam w jej obronie.

Szkoła średnia – w internacie. Namiastka domu. Ale wolałam to niż wrzaski ojca i siniaki po jego biciu. Studia – akademik i wyjazdy do domu najwyżej dwa razy w miesiącu ale zazwyczaj rzadziej. Nie było gdzie jeździć. Do mamy pisałam czasem i dzwoniłam, do ojca mnie nie ciągnęło.

I tamte święta… Miałam jechać na Sylwestra z ludźmi z duszpasterstwa akademickiego. Boże Narodzenie spędziłam u mojej siostry, do domu pojechałam tylko na chwilę.

Mama próbowała „nadrobić” wigilię – ugotowała barszcz, przygrzała pierogi z kapustą. Nawet prezent pod choinką czekał na mnie. Było prawie normalnie.

I wtedy do pokoju wpadł ojciec. Pijany, wrzeszczący, że szkoda, że żyję, że matka powinna go posłuchać i mnie usunąć. Płakałam bardzo. A w nocy mama powiedziała mi, że się urodziłam, bo ojciec ją zgwałcił. I że robił to jeszcze wiele razy, nawet kiedy była w ciąży. I że miałabym jeszcze dwójkę rodzeństwa ale dwa razy miała aborcję, bo groził, że ją zabije, jeśli tego nie zrobi. I że strasznie jej z tym i jakby mogła cofnąć czas, to zrobiłaby wszystko, żeby do tego nie doszło.

Skończyłam studia. Wyjechałam do innego miasta. Potem do drugiego, trzeciego. Często nie miałam co jeść, bo nie zawsze była praca, nie zawsze też miałam gdzie spać.

Opiekowała się mną wtedy taka siostra zakonna, pozwalała spać u nich, dawała do wykonania drobne prace i w ten sposób pozwalała zarabiać na życie. Pomogła znaleźć pracę i krótko po tym – wyjechała. Ale zanim…

Nie chciało mi się wierzyć, kiedy zdarzało się, że słyszałam pod swoim adresem dobre słowa i podziękowania za jakieś drobiazgi. Ludzie zasługiwali na wszystko co najlepsze. Ludzie, nie ja. Tak myślałam. Dopiero ta Siostra, jej starania, jej tłumaczenia…

Pokazała mi, że jestem kochana przez Pana Boga jak nikt inny na świecie. Że każdy jest tak kochany, jak nikt inny. I że Pan Bóg chciał mojego życia. I byłam przez Niego oczekiwana i wytęskniona.

Spowiedź generalna z całego życia, wybaczenie ojcu i mamie – to było jak życie od nowa.

A stópki – nigdy ich nie zdejmę. Stanowią o moim człowieczeństwie. I zawsze będę je rozdawać.

Więcej informacji o przypince ze stópkami tutaj

Fotografia pochodzi ze strony http://dlazycia.info/

O autorze

Dorota Szczepańska

Dorota Szczepańska

Z wykształcenia i zamiłowania polonistka i pedagog, z pasją teatralną. Pracuje z dziećmi i młodzieżą, ale bardzo lubi też pracować dla niepełnosprawnych. W wolnych chwilach zajmuje się quillingiem i decoupage`em. Robi różańce z nasion łzawicy i kłokoczki. Bardzo dużo czyta. Coraz więcej pisze. Wolontariusz i pracownik biblioteczny.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: