Społeczeństwo

Wielkopostne Promyki (I)

Przychodzi znienacka i pojawia się niespodziewanie.

Najpierw siada cichutko w kącie, obserwuje i poznaje miejsce, do którego trafiło, jego mieszkańców i ich zwyczaje. Potem pewnie planuje swoje działania, krok po kroku, żeby niczego nie zaniedbać. A potem atakuje.

Nie robi tego gwałtownie, głośno i z przytupem, raczej powoli, z namysłem i z ukrycia. Jej postępowanie bardziej jest podobne do wojny podjazdowej niż do ataku na otwartej przestrzeni. Zresztą, ona nie lubi przestrzeni, gdzie wszystko jest widoczne jak na dłoni i gdzie nie ma się gdzie schować. Nie lubi szczerości, prawdy i światła. Woli ciemność, półmrok i cień. To są jej sprzymierzeńcy. To w ich obecności i pod ich płaszczem rośnie w siłę i nabiera mocy.

Atakuje, kiedy nikt się jej nie spodziewa. Pomaleńku, prawie niezauważalnie posuwa się do przodu i stopniowo zaczyna panować nad wszystkim. Nad całym człowiekiem.

Pogarda.

Często mylona z żartobliwą nonszalancją, taką nie do końca poważną i nie do końca dającą się sprecyzować. Czasem też jest nazywana niezrozumieniem czy też brakiem empatii. Dotyka spojrzenia, serca i rozumu. Przesłania oczy, przeszkadzając wyraźnie widzieć. Dławi odruchy serca, nie pozwalając współczuć. Zabiera zdolność myślenia, odcinając drogę powrotu.

Człowiek na wózku inwalidzkim. Starszy, schorowany mężczyzna, stojący przed przejściem dla pieszych. Kiedy zapala się zielone światło, mocnym, zdecydowanym ruchem rąk napędza kółka wózka i powoli, ale szczęśliwie dojeżdża do końca jezdni. Zbyt wysoki krawężnik nie pozwala mu jednak zjechać z szosy. Kierowcy trąbią. Na przystanku autobusowym nieopodal stoi grupka chłopców. „Patrzcie na tego śmiecia”, mówią do siebie, pokazując palcami mężczyznę, który bezradnie próbuje wjechać wózkiem na chodnik. Do wózka podbiega kobieta, bez słowa chwyta za rączki wózka i umiejętnie sprowadza go z drogi. Mężczyzna jej dziękuje słowami, które tak rzadko można usłyszeć: „Niech Bóg cię błogosławi, perełko”. Ile osób minęło tego człowieka? Nikt się nie znalazł, tylko ta jedna kobieta. Tylko ten jeden Samarytanin.

fot. pixabay

O autorze

Dorota Szczepańska

Dorota Szczepańska

Z wykształcenia i zamiłowania polonistka i pedagog, z pasją teatralną. Pracuje z dziećmi i młodzieżą, ale bardzo lubi też pracować dla niepełnosprawnych. W wolnych chwilach zajmuje się quillingiem i decoupage`em. Robi różańce z nasion łzawicy i kłokoczki. Bardzo dużo czyta. Coraz więcej pisze. Wolontariusz biblioteczny. Prowadzi bloga w-zaciszu-slow.blogspot.com

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: